DEMOKRATYCZNA OSTATECZNA BEZKRWAWA REWOLUCJA ANTYOLIGARCHICZNA
Nie ma sensu zakładać partii, jeśli za prawie 40 lat wszystkie dołączyły do PZPR.
Procedury oligarchii (nie mylić z prawem, które jest nasze i powinno stać ponad przepisami i procedurami oligarchii, bo jest nas o 98 punktów procentowych więcej) są takie, że żaden pajacyk na sznureczku typu Braun, Chołownia, Petru lub Biedroń mają do powiedzenia tyle ile im pozwoli zarządca kolonii nadwiślańskiej w imieniu oligarchii i szef PZPR od 1989 roku – Balcerowicz.
Gdyby którykolwiek niby lewicowy Zandberg albo Śmiszek zaprotestowali przeciw militaryzacji, co wydawałoby się zgodne z logiką lewicy lub któryś judeo-chrześcijański kierownik frakcji prawicowej protestował przeciw lichwie na zakup broni do zabijania bliźnich, to szybko posiadacze legitymacji strategicznie rozmieszczonych wokół siedziby takiej „partii“ zbiorą się, uruchomią procedurę „wniosek – za – przeciw – nie widzę“ i już zamiast Zandberga, Biedronia czy Brauna byłby jakiś ambitny jak słoniowy nos Mencen.
Nie możesz założyć, zarejestrować i prowadzić skutecznie partii zmiany, bo jak się nie spodobasz byle chłystkowi typu Ziobro czy Żurko, to nawet się Leszek nie dowie, a ty utoniesz w sprawach, które zszargają Ci reputację. A jak się Leszek dowie, to Cię każe nawet powiesić. Był taki przypadek.
Korwin to wie ale wstydzi się powiedzieć, bo wyczaił jak zarabiać na produkcji i sprzedaży pięcioprocentowych partyjek na nowe frakcje bez doprowadzenia swojego nazwiska do ruiny, jak w przypadku pewnego rotacyjnego organu pisanego przez „ch“ a wymienionego wyżej raz i dość.