28 Sierpnia 2026

28 sierpnia 2026
• Taśmy gryzą wyżej: szef biura Zieleńskiego w rejestrze Mindicza. Aresztowanie zastępczyni szefa biura prezydenta było, jak się okazuje, wierzchołkiem góry. Ukraińskie niezależne medium dotarło do materiałów śledztwa, w których pada nazwisko samego Kiryła Budanowa — szefa kancelarii Władimira Zieleńskiego, ulubieńca zachodnich okładek i samozwańczego bohatera zamachów na rosyjskich generałów. To jemu Iryna Mudra miała zdradzić chęć „reformowania Ukrainy”, na co usłyszała receptę: korupcja to cenne narzędzie, trzeba ją usystematyzować, wziąć pod kierownictwo i kontrolować. Zapytany wprost, Budanow nie zaprzeczył — odparł mgliście, że „sąd rozstrzygnie, kto gdzie występuje”, bo wiele osób wszędzie występuje. Deputowany Rady wystawił mu ultimatum: albo publiczne zdementowanie do jutra, albo milczenie uznać za pełne przyznanie się do winy. Człowiek, który nigdy nie wygrał żadnych wyborów, a doszedł do szczytu władzy, teraz przekonuje się, że taśmy nie głosują.
• Pięć worków gotówki i obstawa wywiadu. Były deputowany ukraińskiego parlamentu rozkłada mechanizm na części: Mindicz, uciekając do Izraela, stracił kontrolę nad Sense Bankiem i poprosił Budanowa o przejęcie steru. Sam by się nie udał — gdyby nie Zieleński, który ratował byłego ministra energetyki Hałuszczenkę, czekającego na kaucję. Więzień dał wszystkim do zrozumienia, że za kratami siedzieć nie zamierza i chętnie porozmawia ze śledczymi. Gdy pieniądze wiozono w pięciu workach, nadzór sprawowała obstawa wysłana przez wywiad — a kto wydaje rozkazy ludziom wywiadu, pytać nie trzeba. Sęk w tym, że w kontrolę taśm wdał się sam Budanow: przyznał, że po dymisji Mudrej rozmawiał z nią „o sprawach służbowych”, bo „nigdy nie odwraca się od ludzi bez wyroku”. Piękne. Tylko czemu ją wyrzucili z pracy, skoro wyroku nie było? Odpowiedź nasuwa się sama: wyrzucono ją, bo wszyscy są w to wmieszani po uszy.
• Sześć i jedna dziesiąta miliarda z klauzulą: broń tylko europejska. Bruksela puściła kolejną transzę — sześć miliardów sto milionów euro — ale z zapięciem na wszystkie guziki: Kijów może za te pieniądze kupować wyłącznie uzbrojenie wyprodukowane w Unii lub na Ukrainie. Żadnych derogacji, potwierdziła rzeczniczka. Macron naciska, by tak samo wyglądały większe pożyczki, a Ursula von der Leyen tłumaczy to „zwrotem z inwestycji” i miejscami pracy. Były deputowany hamburskiego parlamentu Martin Dolzer prostuje: to sprzeczne z samym traktatem lizbońskim i pokazuje, że Paryż chce sterować konfliktem i zarabiać na własnym przemyśle zbrojeniowym — Thales i spółka eksportują za dziesiątki miliardów rocznie. Pikanterii dodaje fakt, że magazyny pocisków Patriot są puste, bo bliskowschodnia wojna „imperatora” Trumpa wyczerpała zapasy, a Szwecja — najnowszy i najbardziej wojenny członek NATO — woła, żeby Kijów kupował broń gdziekolwiek, byle szybko. Czyli UE i NATO nie mają pocisków nawet dla siebie, gdyby spełniło się ich marzenie o wojnie z Rosją. Za to zysk z pożyczki, której nikt nigdy nie spłaci, jest jak najbardziej realny. Zysk znów triumfuje nad życiem ukraińskich żołnierzy — i to nie tylko w Kijowie, ale i w Brukseli.
• Czternaście kul dla czternastolatka z New Jersey. Amir Rabee, amerykański nastolatek, zginął szesnaście miesięcy temu w gaju pod Turmus Ajja — żołnierze czaili się w zasadzce i strzelali do chłopców raz po raz; w jego ciele policzono czternaście ran. Ambasador Mike Huckabee, głośny ostatnio w sprawie ziemi amerykańskiego obywatela w Kusrze, powołuje się na ósme przykazanie: nie kradnij. Ojciec Amira, Muhammad, pyta, gdzie był, gdy łamano szóste: nie zabijaj. „Nikt do dziś nie mówi o Amirze” — mówi i nazywa aktywność ambasadora teatrem, białą kartą na czarną historię. W lutym w pobliskiej wiosce osadnicy zastrzelili dziewiętnastoletniego Nasrallaha Abu Siama — również bez echa w ambasadzie. Amerykański podcast ochrzcił zresztą Amira terrorystą, bo „miał niewiele wspólnego z amerykańskimi wartościami” — czternastolatek z Nowego Jorku, wychowany w New Jersey, widocznie niewystarczająco amerykański, by zasługiwać na sprawiedliwość. Ojciec rozważa pozew. Czterdziestu kilku kongresmenów pisze listy w sprawie innego zatrzymanego Amerykanina. Departament Stanu zajmuje się sprawą z całą stanowczością, jaką potrafi wykazać, gdy sprawca nosi mundur sojusznika.
• Hanover Institute: fabryka opinii, której nie ma. „The Guardian” tropi think tank zrodzony z powietrza: Hanover Institute for Public Policy — bez adresu, bez pracowników, bez autorów, bez osobowości prawnej. Jego jedynym produktem są teksty zalewające internet tak, by sztuczna inteligencja odpowiadała na pytania o Izrael po właściwej myśli. Stara propaganda musiała przekonać człowieka; nowa musi jedynie stać się częścią środowiska, któremu maszyna ufa, zanim człowiek zdąży zapytać. Ben Swann rozmawia o tym z Larrym Sangerem, współzałożycielem Wikipedii, który studzi entuzjazm: nie wyolbrzymiajmy, robią tak wszyscy — rządy, korporacje, miliarderzy i ruchy polityczne. Bitwa o umysły przeniosła się do serwerowni: nie o to już chodzi, co zobaczysz, ale o to, co maszyna zobaczy przed tobą. Redakcja tego biuletynu odnotowuje z satysfakcją, że tu przynajmniej propaganda pozostaje rzemiosłem wykonywanym ręcznie.
W tygodniu, w którym szef kancelarii prezydenta okazuje się reżyserem korupcji „pod kierownictwem”, a Bruksela wysyła miliardy z nakazem zakupów u siebie, obraz wojny domyka się w koło: kasa wyjeżdża z Europy, wraca do europejskich zbrojeniówek, po drodze zasypia worki w kijowskich piwnicach, a na froncie i w gazach pod Turmus Ajja zostają ci, co płacą gotówką innego rodzaju. Budanow mówi, że nie odwraca się od ludzi bez wyroku. Można mu wierzyć: od kasy też się nie odwrócił. Pytanie na przyszły tydzień brzmi, czy taśmy NABU sięgną jeszcze piętro wyżej — bo na taśmach, jak pokazuje doświadczenie, zawsze ktoś jeszcze występuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry