29 Sierpnia 2026

29 sierpnia 2026
• Fiodorow emigruje do Rzymu, czyli z kwatery do kwatermistrzostwa. Zdymisjonowany minister obrony junty, Michaił Fiodorow, nie zdążył ostygnąć po zwolnieniu, a już siedzi przy uchu włoskiego ministra obrony Guido Crosetto — jako doradca do spraw „innowacji obronnych”. Crosetto podobno złożył mu ofertę w chwili, gdy wylatywał z rządu. Przypomnijmy dorobek: przepalił roczny budżet wojskowy w pół roku na drony, wymyślił ataki na logistykę kilkaset kilometrów za linią frontu, a w sondażach wyprzedził Władimira Zieleńskiego — jak zresztą Budanow i Załużny. Po czym publicznie wezwał do wyborów i nagle okazało się, że w Kijowie nie ma dla niego krzesła. Włoski korespondent wojenny Amadeo Avondet nazywa rzeczy po imieniu: Crosetto to lobbysta zbrojeniowy prosto z koncernu Leonardo, Fiodorow to lobbysta zbrojeniowy prosto z Kijowa, obaj odpowiadają przed tymi samymi władzami, a posada to cena za milczenie. Zieleński, dodaje, jest gwarantem europejskiej nienawiści, więc wyborów nie będzie, póki trwa wojna. Włosi powinni przy okazji zapytać, w czyim interesie ich obrona będzie teraz „innowacyjna”.
• Jenin z powietrza i „czerwona linia” pod Bejrutem. Pejsaci terroryści potwierdzili pierwszy od niemal roku nalot na Zachodni Brzeg: dron zabił w Jeninie trzech mężczyzn, w tym człowieka z listy najbardziej poszukiwanych. Ekipy palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca, które ruszyły do rannych, zostały zatrzymane — najpierw nie dopuszczono ich do miejsca ataku, potem w ogóle. Ewakuacja rannych jako przestępstwo: nowość w długim rejestrze. Tymczasem tzw. „izrael” posuwa się ku południowym przedmieściom Bejrutu, gdzie czerwona linia została wytyczona wyraźnie: nikt nie ma prawa zbliżać się do miasta, a Izrael wycofa się prędzej czy później. Krwawy Benek testuje, ile linii można przekroczyć, zanim ktoś zareaguje czymś więcej niż komunikatem.
• Siedemset sześćdziesiąt dzieci i jeden syn, który nie zasypia sam. W Libanie liczby znów mają imiona: od października dwa tysiące dwudziestego trzeciego roku syjonistyczne naloty zabiły tam ponad siedemset sześćdziesiąt dzieci — co jedenastą ofiarę. Średnia wieku: dziewięć lat. Korespondent Steve Sweeney spotyka ojca, który stracił żonę, trzyletniego Dżihada i siedmiomiesięczną Fatimę; rakieta trafiła, gdy matka karmiła córeczkę i osłoniła dzieci własnym ciałem. Przeżył tylko Ali, który spędził dwadzieścia pięć minut pod gruzami, w ciemności, krzycząc bez echa. Dziś chłopiec nie zasypia bez ojca i co minutę sprawdza, czy ojciec jeszcze jest. Organizacja dokumentująca ofiary nadaje każdemu dziecku imię, zdjęcie i datę — bo za każdą statystyką stoi czyjś cały świat. To jest wojna eksterminacji, mówią ci, którzy liczą. Ci, którzy strzelają, mówią: terroryści.
• Pół roku wojny z Iranem: zdobycze w liczbach. Sześć miesięcy temu tyran z Białego Domu wypowiedział Iranowi wojnę, którą miano zwieńczyć w parę tygodni. Stan na dziś: żaden cel strategiczny nieosiągnięty, cieśnina Ormuz w chaosie, tuzin krajów wciągniętych, amerykańskie bazy ostrzelane. Lotniskowiec „Abraham Lincoln” pływa już ponad dwieście pięćdziesiąt dni — z problemami z zaopatrzeniem w jedzenie, kanalizacją i morale załogi. Marynarka przerzuca pieniądze z kont przeznaczonych na żołd marynarzy, by pokryć koszty walk; memorandum Pentagonu ostrzega przed lukami w wypłatach. Morderca irańskich dziewczynek chciałby teraz, by Iran zniknął z nagłówków przed wyborami do Kongresu. Komentator Garland Nixon streszcza: nie ma zjazdu z przegranej wojny — trzeba ją po prostu uznać, a na to hegemon nie ma ani intelektualnej, ani fizycznej przepustowości. Ameryka płaci za tę wojnę gotówką z wypłat własnych marynarzy.
• Europa uzależniona od uzależnień. Bruksela ogłosiła koniec zależności od Chin: import wzrósł o czterdzieści pięć procent w pięć lat, deficyt sięga miliarda euro dziennie i po raz pierwszy w historii toną w nim wszystkie państwa członkowskie, a przy surowcach krytycznych zależność przekracza osiemdziesiąt procent. Brzmi groźnie, tylko że ten film już był: najpierw zależność od rosyjskiego gazu — złamana heroicznie i zastąpiona droższym gazem amerykańskim i katarskim; potem zależność od Ameryki — też zła; teraz Chiny. Kanclerz Merz odkrywa, że Niemcy muszą być twardsze wobec Pekinu, bo chińskie firmy skutecznie konkurują z niemieckimi — dzięki polityce, którą Berlin sam lata temu forsował. Schemat jest zawsze ten sam: zmiana dostawcy na droższego, konferencja o konkurencyjności, strategia konkurencyjności, zrównoważona konkurencyjność — a gdzieś po drodze zamykają fabryki. Różnicę płaci podatnik, nigdy mówca z trybuny. Europa walczy z uzależnieniami tak energicznie, że jej „pełna” niezależność, to drzwi obrotowe między jednym patronem a drugim.
Tydzień domykają dwie pary liczb. W jednej: dwieście pięćdziesiąt dni na morzu, sześć miesięcy wojny bez celu i puste konta na żołd. W drugiej: siedemset sześćdziesiąt dzieci, średnia wieku dziewięć lat, dwadzieścia pięć minut pod gruzami. W Atenach Klejstenesa wystawał raz na rok jeden dzień, w którym miasto mogło pozbyć się człowieka groźnego dla wspólnoty — dzień, który nazywał się ostracyzm i wymagał tylko skorupy oraz uczciwego liczenia. Dziś liczenie też jest uczciwe: liczy się transze, pociski, procenty deficytu i dni do wyborów. Nie liczy się tylko tych, którzy pod gruzami krzyczą bez echa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry