Lekcja 1: Historyjka o tyranii — dla tych, co historię będą mieli dopiero za rok

Lekcja 1: Historyjka o tyranii — dla tych, co historię będą mieli dopiero za rok

Usiądź wygodnie. To opowieść o tym, jak ludzie pozwolili się okradać przez dwadzieścia pięć wieków — i jak to się może skończyć.

Rozdział pierwszy: Oligarcha, czyli kto?

Dawno temu, dwa i pół tysiąca lat temu, było sobie miasto Ateny. Mieszkali w nim ludzie pracowici: rzemieślnicy, rybacy, rolnicy. I była tam garstka oligarchów. „Oligarchia” to po grecku „rządy nielicznych”. Brzmi niewinnie? To posłuchaj, jak poznasz oligarchę.

Oligarchę poznasz po chciwości: ma sto pól, a chce tysiąc pierwsze — i nie przejdzie nigdy obok cudzej ziemi, żeby jej nie policzył. Poznasz go po fałszu: mówi „bracia obywatele”, a myśli „moi dłużnicy”. Poznasz po podstępie: gdy lud coś wywalczy, oligarcha staje przed tłumem i mówi „to dzięki mnie”. I poznasz go po bezduszności: gdy biedak nie może spłacić długu, oligarcha bierze mu ziemię, dom, a czasem dzieci — w niewolę za długi. Wszystko legalnie. Prawo piszą przecież oni.

I zapamiętaj: oligarcha to nie „jakiś bogacz”. Oligarcha to ten, kto z pieniędzy robi władzę, a z władzy — więcej pieniędzy. Gdy to usłyszysz o kimś, wiesz, z kim masz do czynienia, nawet jeśli akurat uśmiecha się do ciebie z ekranu.

Rozdział drugi: Tyran, czyli oligarcha bez maski

Od czasu do czasu któryś oligarcha łapał władzę całą i stawał się tyranem. Tyran to taki oligarcha, który przestał udawać. Żeby utrzymać się bez masek, potrzebował dwóch rzeczy: armii najemników i regularnego państwowego wojska — wystarczył jeden sprzedajny oficer — oraz ścierwodziennikarza, który sprzedanym piórem pisał o „honorze oficerskim” jak o czymś pięknym i romantycznym. A przede wszystkim realnym.

Rozdział trzeci: Na czym zarabia lichwiarz

A teraz najważniejsza rzecz w tej historyjce — policz uważnie. Lichwiarzowi nie zależy na tym, żebyś dług spłacił. Gdybyś spłacił, przestałby płacić procent! Lichwiarzowi zależy na procencie, który rośnie sam, nawet gdy lichwiarz śpi — a jak nie zapłacisz, to i tak weźmie zastaw: twoje pole, twój dom, twoją kopalnię. Oligarcha zarabia jeszcze na czymś: na inflacji, którą partia uruchamia, żeby ciągle zadłużać budżet. Długi państwa to pociąg, który wozi twoje podatki wprost do lichwiarskich kas — stacja po stacji, rok po roku.

To ukrócimy, ustalając sobie na którejś z agor zasady fiskalno-monetarne Polski. Na przykład takie: bijemy własny grosz oparty o roczne wydobycie srebra z KGHM — około czterdzieści gramów rocznie na Polaka. W demokratycznej konstytucji Polski zapisujemy zakaz zadłużania państwa i ochronę narodu przed lichwą. A jeśli bank ma ochotę zarobić na pożyczce — musi brać na siebie takie samo ryzyko jak człowiek inwestujący na giełdzie. Dziś jest odwrotnie: zyski bankiera są prywatne, a straty spłaca naród.

Rozdział czwarty: „Nasza demokracja”, czyli trik z przymiotnikiem

Uwaga, to najsprytniejszy trik w całej historyjce. Oligarchowie dziś nie mówią „jesteśmy oligarchią”. Mówią o „liberalnej demokracji”, albo o „naszej demokracji”. I tu jest haczyk, którego musisz nauczyć się na pamięć: przymiotnik przed rzeczownikiem zmienia, wzmacnia albo całkiem odwraca jego znaczenie. „Demokracja” znaczy: władza ludu. „Liberalna demokracja” znaczy: władza ludu, ale tylko w granicach, które ludu nie obchodzą. A „nasza demokracja”? Posłuchaj, jak się jej używa.

Ursula von der Leyen — oligarcha z dynastii Albrechtów, od wieków przy korycie najpierw jednego, potem drugiego państwa — nikt jej nie wybrał w żadnym głosowaniu, w którym mogli zagłosować twoi rodzice. A jednak zarządza pół miliardem ludzi. I to ona, oraz jej koledzy, mówią tak: „postanowiliśmy obłożyć George’a Gallowaya sankcjami, bo jest zagrożeniem dla naszej demokracji”. Albo: dziennikarz, który nie chce zadawać ustalonych wcześniej pytań, albo — zgrozo — zna język rosyjski, dostaje bana, „bo to obraża naszą demokrację”. Zauważyłeś? „Nasza demokracja” potrzebuje sankcji, banów i list pytań. To jak „ser typu ser” — przymiotnik zdradza, że w środku sera nie ma.

W Polsce jest tak samo, tylko mniejszą czcionką. Magnat partyjny wymienia się z liderem opozycji na obiedzie — uprzejmościami i wrogimi spojrzeniami do kamery, w zależności od tego, gdzie stoi kamera — a potem w telewizji udają walkę. „Życie to nie teatr” — pisał Stachura — „ty prawdziwej nie uronisz łzy, bo ty grasz”. Oni grają. My płacimy za bilety podatkami. Ale lekcja ze Stachury jest druga, ważniejsza: prawdziwe życie — to, w którym ludzie się znają, pomagają sobie i mówią prawdę — „blednie przy nim wszystko, blednie przy nim sama śmierć”. Teatr oligarchów jest duży, ale jest teatrem. Nasz świat jest mały, ale jest prawdziwy.

Rozdział piąty: Klejstenes, który policzył lud

W roku 508 przed naszą erą Ateny wyrzuciły tyrana. I wtedy przyszedł Klejstenes — sam z rodu oligarchów, uwaga! — i zrobił coś, czego żaden oligarcha przed nim nie zrobił: oddał władzę ludowi. Nie z dobroci serca. Policzył: lud jest jeden i jest go więcej niż oligarchów, a ten, kto ma lud za sobą, nie potrzebuje najemników.

Klejstenes zebrał do kupy zasady, które istniały porozrzucane, i złożył z nich maszynę: zgromadzenie, gdzie każdy obywatel ma głos. Losowanie urzędników — żeby nie było kogo przekupić. Diety — dniówki za służbę, żeby biedny też mógł rządzić. Ostracyzm — coroczne głosowanie, którym lud mógł wygnać z miasta każdego, kto stawał się za potężny. I jawność — wszystko na forum, na oczach wszystkich.

Miał też problemy, których nie umiał rozwiązać. Za dużo urzędników do losowania ręcznie. Za długie kadencje — rok to wieczność, gdy urzędnik zacznie kombinować. Za wolne rozliczanie — stratega, czyli dowódcę, wybierano na rok, a zdrajcę poznaje się po tygodniu. I skorupy do ostracyzmu liczyli ludzie — a ludziom się zdarza, że ktoś przygotuje paczkę gotowych skorup zawczasu.

Rozdział szósty: Co by zrobił Klejstenes z kieszonkowym komputerem

A teraz wyobraź sobie, że Klejstenes ma w kieszeni telefon. Nadmiar urzędników? Nie grozi — algorytm losuje tysiąc osób w sekundę i sam sprawdza, kto już służył. Kadencja parlamentu? Może trwać miesiąc — losowanie nowego składu to jedno kliknięcie, nie rok kampanii. Strateg? Wybierany nie na rok, tylko na tak długo, jak długo trzyma się poparcie — spadnie o pięć punktów w tydzień, wylatuje automatycznie, bez ceremonii i bez tłumaczenia się w telewizji. A skorupy do ostracyzmu? Są cyfrowo potwierdzone weryfikacją na żywo — dwie osoby, twarzą w twarz, jednorazowy kod. Paczka podrobionych skorup nie przejdzie, bo każda skorupa ma żywego właściciela.

Dokładnie tak, jak dziś — nikt nie buduje narzędzi przeciw oligarchii, dopóki oligarchia mu nie udowodni, że są potrzebne. A mnie więcej dowodów nie potrzeba, dlatego postawiłem tę stronę i buduję apkę, dzięki której będziemy mogli się demokratycznie weryfikować, losować, wybierać i rozliczać, a przede wszystkim komunikować za pomocą całkowicie wolnego słowa.

Morał

Oligarchia nie jest silna. Jest stara. Przeżyła dwadzieścia pięć wieków, bo nikt nie miał narzędzia, żeby ją wyliczyć. Klejstenes miał skorupy i forum. Ty masz telefon i TERYT. Reszta tej ścieżki to instrukcja obsługi.

Pytanie kontrolne: Gdy słyszysz „nasza demokracja” — czyja?

Przewijanie do góry