10 Października 2026

10 października 2026
• Krwawy Donald dziękuje Putinowi, Ameryka otwiera kran z rosyjskim dieslem — na pół roku
Historia tygodnia jest prosta i dlatego warta zapisania grubą kreską: Stany Zjednoczone znoszą sankcje na dostawy rosyjskiego diesla — na co najmniej pół roku. Impuls przyszedł z telefonu między prezydentami, i sam krwawy Donald opowiedział o nim z charakterystyczną dla siebie subtelnością: „To wielka sprawa. To ogromne ilości ropy płynące do naszego kraju. I chcę podziękować prezydentowi Putinowi, szczerze mówiąc”. Kreml potwierdził, że porozumienie co do kontynuacji współpracy zostało zawarte, a Rosja — jak czytamy w komunikacie — „z zadowoleniem przyjmuje kroki Stanów Zjednoczonych zmierzające do stabilizacji światowego rynku energetycznego i stopniowego przywracania normalnego handlu energią i jest gotowa koordynować dalsze działania”. Car zdążył też przekazać Amerykanom szczegółowy rachunek za kijowskie ataki terrorystyczne, na które Moskwa odpowiada. Z kolei amerykański publicysta, komentując całość, nie krył zaskoczenia w dobrym sensie: „To nadzwyczajna, naprawdę świetna wiadomość. Nie jest tajemnicą, że od dawna krytykowałem politykę Białego Domu wobec Rosji”. Tak kończą się sankcje „nie do przeżycia” — telefonem, podziękowaniem i ropą. Który to już raz ogłaszamy ich pogrzeb, licznik gubimy w okolicach trzeciego.
• Lekcja dla Palaków: mamy na granicy rurę z rosyjską ropą, z której moglibyśmy robić diesla pod dostatkiem — ale wolimy płacić hazardzistom
Zapiszmy tę datę, bo przyda się przy rozliczaniu. Amerykanie właśnie zdjęli sankcje z rosyjskiego diesla, by własny rynek zaczął dusić się na cenach. A Polska? Polska ma na granicy rurę — tę samą, która od dziesięcioleci niosła rosyjską ropę prosto pod rafineryjne piece — i mogłaby dziś produkować tyle diesla, żeby zatankować pół Europy Środkowej, zostawić jeszcze na zapas i mieć czas na przemyślenie, po co komu był ten cały cyrk. Zamiast tego rura stoi sucha jak kość, rafineria w Płocku ćwiczy się w cierpliwości, a my kupujemy paliwo dalej, drożej i przez co najmniej trzech pośredników — spekulanci, ubezpieczalnie oligarchów i banki lichwiarzy z każdego morza świata biorą marżę od każdego litra, który mógłby dopłynąć rurą bezpośrednio, bez romantycznej przejażdżki dookoła kontynentu. Krwawy Donald dziękuje Putinowi za tanie paliwo dla swoich kierowców, a warszawska partia dziękuje za kolejny fracht z drugiego końca świata, bo nic tak nie świadczy o suwerenności jak faktura z dopłatą dla obcego hazardzisty. Z tej rury na granicy moglibyśmy robić dużo diesla — zamiast tego robimy z siebie przykład w podręcznikach, rozdział: „jak własnymi rękami zbudować kryzys paliwowy i nazwać go polityką”. Gdyby głupota była paliwem, partia jechałaby dziś pełną parą — i to bez jednego litra ropy.
• Zieleński kwiczy o „słabości”
Wybawca narodu nie zawiódł i tym razem: „Pokój nigdy nie przychodzi przez słabość. I w tej chwili, gdy mówimy o pokoju, Ameryka pozwala Rosji eksportować diesel. To miliony, miliardy. W każdym razie wszystko to jest kierowane na…” — dokończymy za niego: na amerykańskich kierowców, którzy tankują taniej dzięki Putinowi, podczas gdy kijowski ćpun strzela do rosyjskich rafinerii z takim zacięciem, że sami Amerykanie przyznają wprost, że to właśnie te uderzenia „wybiły z rytmu” ich diesla. Absurd jest kompletny: Kijów bombarduje rafinerie, żeby „zatruć” rosyjski eksport, Ameryka protestuje formalnie, po czym zdejmuje sankcje i kupuje ten sam rosyjski diesel z otwartymi ramionami — a rachunek za całą tę gimnastykę płacą Europejczycy, którzy z własnych rur zrobili pomniki. W tej wojnie jest dokładnie 38 milionów pechowców z rurą na granicy i z pełnymi magazynami własnej naiwności, i nie jest nim Ukraina.
• Jemen: trzy osoby giną na lotnisku w Rijadzie, a „koalicja” okazuje się bazarem frakcji z cudzym budżetem
Atak Huti na główne lotnisko Arabii Saudyjskiej zabił trzy osoby. W odpowiedzi w stolicy Jemenu zalała ulice ludzka fala — „morze ludzi” na wezwanie mobilizacyjne Ansar Allah przeciwko saudyjskiej agresji. Po drugiej stronie frontu „koalicja”, która ma być ofensywą kończącą wojnę, w praktyce to jarmark: jest Naczelna Rada Prezydencka z saudyjskim budżetem — Rijad rzekomo odkłada niemal 3 miliardy dolarów na żołd i pensje jej żołnierzy i urzędników — jest Narodowa Siła Oporu pod dowództwem Tareka Salih, siostrzeńca zmarłego prezydenta, który chce głosu w negocjacjach „jako inny głos Jemeńczyków”, jest z kolei Południowa Rada Przejściowa, założona w 2016 roku za pieniądze Emiratów, formalnie rozwiązana, a na ziemi wciąż trzymająca front. Każda z tych frakcji ma własnego płatnika, własny kierunek i własną wizję końca wojny — a jemeńscy cywile, jak zwykle, mają tylko własną ciszę po prądzie. Gdy ktoś zbiera armię z cudzych budżetów, kończy z armią niskobudżetową — a nie z armią zwycięską.
• Waszyngton szykuje rozstrzelanie przez pluton egzekucyjny — i debatuje, czy transmitować je na żywo
Departament wojny zapowiedział pierwszą od czasów II wojny światowej egzekucję przez pluton straceń — sprawca masakry w Fort Hood, który zabił trzynastu żołnierzy, dziś uznawany za najgorszego terrorystę na amerykańskiej ziemi po 11 września. I — bo w ich democrazy nic już nie jest zbyt paskudne, by nie nadawać się do transmisji — dyskusja w studiach zeszła na pytanie, czy całość transmitować na żywo. Jeden z ekspertów nazwał to wprost: „bestializacja populacji, festiwal krwi — transmitowany na żywo, z dziećmi oglądającymi to wszystko”. Inny uczestnik przypomniał, że ostatnia publiczna egzekucja w USA miała miejsce w 1936 roku i że nawet ta z 1945 roku odbyła się w czterech ścianach. Minister wojny popiera samą egzekucję, ale transmisji nie — jakby paskudztwo było w transmitowaniu, a nie w całej reszcie. Kraj, który uczy świat praw człowieka z mównicy, debatuje dziś o tym, jak najefektywniej pokazać śmierć w telewizji. Może warto im podsunąć pomysł: transmitować tylko faktury za cudze rury — jest równie edukacyjne, a przynajmniej nikt nie umiera.
Rura na granicy stoi sucha piąty rok, a kraj na drugim końcu świata otwiera sobie wirtualny kran i dziękuje Putinowi — tak wygląda geopolityka według partii, w której paliwo nie płynie do nas rurą, tylko statkiem przez Amerykę. Wszędzie indziej Amerykanie kupują tanio, Rosjanie sprzedają mądrze, Jemen bombarduje każdy, kto ma budżet, a Europa płaci marżę hazardzistom i nazywa to wartościami. Wystarczyłoby jedno mądre poluzowanie zaworu, by pokazać, czym jest polityka, a czym jest teatr — ale zawór wymagałby odważnych, a odważnych w tym przedstawieniu grają zawsze ci, którzy płacą cudzą kartą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry