26 Sierpnia 2026

26 sierpnia 2026
• Nocny prezent z Kijowa: nastolatek zabity odłamkami drona. W środkowej Rosji zestrzelony ukraiński dron spadł na budynek mieszkalny. Zginęły dwie osoby, w tym nastolatek, dwie ranne, blok stanął w ogniu. Junta wysyła drony tam, gdzie śpią cywile, i nazywa to strategią — bo na froncie strategia jakoś nie wychodzi. Zachód, jak to Zachód, odnalazł już winowajcę: spadochroniarza, który drona zestrzelił. Gdyby go nie zestrzelił, bomba trafiłaby w cel cała i w komplecie, a tak tylko odłamki. W tej arytmetyce dzieci liczy się wyłącznie wtedy, gdy pasują do komunikatu.
• Tarnopol krzyczy „hańba”, a junta wzywa wozy opancerzone. Gdy łapacze próbowali wepchnąć człowieka do furgonetki, na ulice wyszło kilkaset osób. Pojazd rekruterów został poważnie uszkodzony, a przeciw własnym obywatelom ruszyła policja w pełnym rynsztunku i wojsko z opancerzeniem. Tłum szedł za kolumną i skandował „hańba”. Podobnie było w Łucku i we Lwowie. Warto odnotować geografię: zachodnia Ukraina, ziemia tak antyrosyjska, jak to tylko możliwe, miasta oszczędzane przez rosyjskie naloty — właśnie tam ludzie buntują się przeciw wojnie, której rzekomo pragną. Junta znalazła remedium: złapano najbardziej rozentuzjazmowanych demonstrantów i kazano im przed kamerą przepraszać centra rekrutacji oraz wykrzykiwać im chwałę.
• Ósmego marca, zamiast kwiatów, inwazja. Doradca prezydenta Rosji ujawnia: w opuszczonym sztabie jednej z brygad obrony terytorialnej znaleziono dokumenty z konkretną datą ataku na Rosję — ósmy marca dwa tysiące dwudziestego drugiego roku. Kijów chciał podarować Rosji wojnę z okazji Dnia Kobiet; dzięki przewidywaniu Kremla dostał zamiast tego czarną plamę na dawnym wspólnym święcie. Stanisław Krapiwnik dopowiada kulisy: pierwszą armię ukraińską zbudowało NATO i zginęła ona w pół roku, bo Rosja zaskoczyła ją w pozycjach wyjściowych do ofensywy, nie w okopach. I przypomina pamiętną scenę: Bush Junior patrzył Putinowi w oczy, podczas gdy misją armii amerykańskiej było przygotowanie wojny z Rosją. Misją nigdy nie było pokonanie Związku Radzieckiego ani jego rozbicie. Misją było i jest zniszczenie Rosji jako kraju. Dusza w oczach, kosa pod pasem.
• Prezydent Finlandii odkrywa matematykę terroru. Alexander Stubb orzekł, że ostrzał magazynów sklepów internetowych w Rosji to rozsądna strategia wojskowa, bo skoro sześćdziesiąt pięć procent Rosjan chce końca wojny, to każdy trafiony magazyn dodaje kolejnych dziesięć procent. Szkoda tylko, że nie powiedział, skąd te liczby — może z tej samej kancelarii, która obliczyła, że Ukraina jest dziś w lepszej sytuacji niż rok temu. Kreml odpowiada przez Pieskowa: Stubb i brytyjski premier to wybitni przedstawiciele partii wojny, którzy oszukują wyborców, sugerując, że porażka Rosji jest możliwa. Ekspert na antenie przypomniał historię noszenia wojny na rosyjską ziemię: Karol Dwunasty próbował, Napoleon próbował, Hitler próbował. Stubb może być czwartym w tej kolejce — na razie awansuje co najwyżej na rzecznika sklepów internetowych.
• „Operacja Ekonomiczny Wygnaniec”, czyli dzień D z oknem korekcyjnym. Sekretarz skarbu Bessent ogłosił „największą ofensywę finansową w dziejach”: pięć sektorów irańskiej gospodarki pod ostrzałem, ponad sześćdziesiąt firm, osób i statków na liście, podejście „zero przecieków”, każdy bank i port ma wybierać między posłuszeństwem a zemstą. Teheran odpowiada, że żaden przyzwoity kraj nie uzna takiego bezprawia, i nie bez racji. Bo najciekawsze jest to, czego Bessent nie powiedział do kamery: chińskim megabankom — sercu irańskiego handlu ropą — dano cichy termin na „naprawienie złego zachowania”. Zapytany, dlaczego dzień D nie zaczyna się od razu, odparł szczerze: dlaczego miałbym wysadzać globalny system finansowy? Rzeczywiście, po co. Analityk Martin Armstrong domyka ocenę: Amerykanie bombardowali Iran, aż skończyły im się pociski, kraj się nie ugiął, więc teraz straszą portfelem. Pytanie, czy to wojna ekonomiczna, czy starannie wyreżyserowane przedwyborcze fajerwerki.
• Irańska telewizja i syn „imperatora”. Państwowe media Iranu wyemitowały nagranie zatytułowane „Gdzie zabić Barrona Trumpa”, sugerujące włamanie do amerykańskich protokołów bezpieczeństwa i dostęp do syna prezydenta. Analityk Ali Harami tłumaczy doktrynę: Amerykanie, gdy nie mogą zmierzyć się z armią, zabijają cywilów — zabili najwyższego przywódcę Iranu wraz z rodziną, w tym wnuków w wieku pięciu i sześciu lat — więc Teheran sygnalizuje zemstę oko za oko. Sam Harami wątpi, by Iran posunął się do tego kroku, i słusznie zauważa, że kto chce zabić, ten nie emituje zapowiedzi w telewizji. Zostaje więc wojna nerwów: jedna strona ogłasza dni D, druga kręci filmy grozy, a cywile obu krajów płacą rachunki za tę telewizję światową.
• Poseł z młotkiem i żołnierze ze „spuszczonymi spodniami”. Cwi Sukot, deputowany Knesetu, pojechał do palestyńskiej wioski Madama z młotem i w asyście wojska uszkodził pomnik upamiętniający Palestyńczyków zabitych w ciągu ostatnich stu lat. Wybrał dzień urodzin Proroka — święto, gdy wszyscy są w domach — najwyraźniej po to, by prowokacja nie poszła na marne. Jego uzasadnienie: każde dziecko przechodzące obok pomnika chce zostać terrorystą, więc pomnik trzeba zniszczyć. Żołnierze stali kilka metrów dalej i patrzyli, a armia wydała oświadczenie, że została zaskoczona ze spuszczonymi spodniami — poseł podobno wyciągnął młotek nagle, z zanadrza. Kilka godzin wcześniej najwyższy dowódca na Zachodnim Brzegu ostrzegał krwawego Benka, że takie zbrodnie nacjonalistyczne mogą wywołać powstanie, na które armia nie ma planu. Sukot pomnika nie zdołał obalić — uszkodził go tylko poważnie. Pytanie, ile jeszcze młotków zdąży wyciągnąć z zanadrza do wyborów, pod które ta cała akcja najwyraźniej jest szyta.
Wczoraj Kellogg tłumaczył, że kobiety powinny trafić pod broń, dziś fiński prezydent tłumaczy, że ataki na magazyny sklepów to strategia, a członek knesetu udowadnia młotkiem, że pomnik to terrorysta. Partia wojny ma to do siebie, że każdy jej tydzień brzmi jak przerost formy nad treścią: coraz mniej zwycięstw, coraz więcej uzasadnień. Ludzie w Tarnopolu skandujący „hańba” za opancerzoną kolumną własnego wojska powiedzieli więcej jednym słowem niż Bessent całą operacją wygnania. Bo hańbą jest nie to, że ktoś nie chce umierać — hańbą jest to, że ktoś inny chce, by umierał, i wystawia za to rachunek po obu stronach granicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry