16 Września 2026

16 września 2026
Rumunia: Bruksela zakazała eksportu owiec do końca roku, pasterze wyszli na policję
Najgorsze od lat zamieszki w Rumunii: tysiące rolników starły się z policją w Bukareszcie po tym, jak Bruksela przedłużyła — do końca roku — zakaz eksportu rumuńskiego bydła, owiec i kóz. Powód oficjalny: ogniska ospy. Skutek faktyczny: ubój zwierząt za symboliczne odszkodowania i sektor na kolanach, a rząd przyjął brukselskie przepisy nikogo nie pytając. Protestujący żądają dymisji prezydenta i premiera. — Jesteśmy tu, bo mamy rząd, który upadł cztery miesiące temu, a premier nie chce odejść. Oni realizują swoje interesy, nie nasze. Chcą zniszczyć nasze wsie, naszą kulturę, nasze naturalne jedzenie. A kobieta w tłumie dodała krótko: — To nie jest demokracja. Ludzie są na ulicy, bo wszystko ich bardzo rozczarowało. Komentatorka Rachel Marsden punktuje logikę decyzji: — Jeśli ogniska choroby są skupione w kilku rejonach, to dlaczego cały kraj traci rynek eksportowy? Jeśli sąsiad ma grypę, nie zamyka się całego osiedla do świąt. Rolnik dalej płaci za paszę, paliwo, pracowników i kredyty — zniknął tylko klient. Rzeczniczka rządu zapewnia, że „wyjdziemy z tej sytuacji epidemiologicznej i wznowimy eksport, być może nawet przed terminem”, co brzmi świetnie, o ile jesteś owcą. Liderka partii SOS Rumunia Diana Szoszoaka nie przebiera w słowach: — To decyzja przeciw Rumunii i przeciw małym krajom wschodniej części Europy. Uważają nas za niewolników. Chcą, żeby władzę i eksport miały tylko duże kraje zarządzające Unią — Hiszpania, Francja, Niemcy, Włochy. Dziesięć milionów Rumunów, połowa narodu, pracuje za granicą na cudze gospodarki. Od pierwszego lipca jesteśmy w bankructwie, na październik nie ma pieniędzy na pensje i emerytury, tysiące ludzi nie dostały wypłat od trzech miesięcy. To kara dla małych krajów, które nie mają prawa rządzić Unią. Oligarchia najpierw dusi cenami, potem robi rajdy na grupy społeczne bez reprezentacji — rumuńskich pasterzy, górników, kierowców. Łatwy cel, bo nie mają ani lobby, ani telewizji.
Wiktor But przed wyborami do Dumy: baterie Patriot obsadzali Polacy, Niemcy i Amerykanie
W piątek zaczynają się wybory do Dumy; o głosy walczy dziesięć partii, a ankiety przed wyborami pokazują kosmiczną odległość standardów politycznych od €denu: na ulicach Moskwy ludzie mówią o hipotekach, emeryturach, stypendiach i cenach w sklepach — — Drobne pogorszenia są: ceny rosną, inflacja rośnie, kredyty się piętrzą. — Martwię się o młodych: mieszkania, hipoteki, oprocentowanie. — Trzeba wspierać dzieciństwo i młodzież, żeby rodziło się więcej dzieci, bo teraz młodych jest mniej niż starych. — Jedyne zmartwienie to operacja specjalna, ale przezwyciężymy. Nie mamy innych opcji. Ich problemem nie jest bieda, tylko wykonanie obietnic. Najciekawiej wypowiada się poseł LDPR Wiktor But — człowiek, który przeszedł amerykańskie więzienia i wie, o czym mówi: — Nie walczymy z Ukrainą. Walczymy na Ukrainie ze zbiorowym Zachodem, który używa jej jako grotu włóczni, by zadać nam klęskę strategiczną. Nie uda się. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Finlandia i Polska stały się stroną konfliktu: nie tylko zbroją, ale kontrolują i obsadzają wiele systemów. Niemożliwe, żeby pociski manewrujące obsługiwały ukraińskie załogi. Wszystkie baterie Patriot obsadzali Niemcy, Polacy albo Amerykanie — wiemy, że kiedy Rosja niszczy kilka takich systemów, pojawia się nagła śmiertelność wśród wysokich rangą oficerów we Francji i w Brytanii. Już wysłali swoje wojska — najemników: nie tylko Kolumbijczyków, ale Polaków, Niemców, Brytyjczyków, Amerykanów. Dla jasności: za każdym razem, gdy Władek Koszerniak-Kamasz, Tusk albo inny partyjniak z polskich zasobów „przekazywał” zestawy Patriot, przekazywał je wraz z obsadą — ze świadomością, że ci ludzie umrą na stanowiskach wyrzutni. Tak samo każdy, kto dziś organizuje dzieciom kursy latania dronami wojskowymi, robi to ze świadomością, że obsługa dronów jest pierwszą linią, na której giną wszyscy. But domyka perspektywę zimno: — W naszej doktrynie jest zasada: widzimy zagrożenie dla naszego istnienia, choćby środkami konwencjonalnymi — odpowiadamy bronią jądrową. Jak mówi nasz prezydent: jeśli oni chcą świata bez Rosji, dlaczego Rosja miałaby pozwolić na świat bez siebie? Jest jeden warunek: całkowita kapitulacja, a potem kraje europejskie zapłacą reparacje. Wy wybraliście rządy, które przyniosły wam ruinę — skoro przedstawiają się jako demokracja, szanujemy ten wybór, choć wiemy, że poparcie Macrona, Merza i nowego brytyjskiego premiera jest bliskie poziomu podłogi. O zwycięstwie mówi wprost: całkowita demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy, żadnych sojuszy wojskowych — Ukraina może być mostem, nie polem bitwy — i koniec zniszczenia prawosławia przez reżim Zieleńskiego. Poparcie dla zwycięskiego dociśnięcia wojny szacuje na ponad 75 procent w skali kraju.
Syria, dzień trzeci: strzały do tłumu, szturm na posterunek i „nie jesteśmy psami Ameryki”
Protesty przeciw podwyżce paliw o 40 procent weszły w trzeci dzień i w fazę ostrą: w mediach społecznościowych krążą nagrania, na których siły rządowe strzelają do tłumu, a demonstranci szturmują posterunek policji. Na zablokowanych drogach tubylcy odpowiadają — Zima się zbliża. Zimą potrzeba co najmniej pięciu beczek diesla. Jak ubogich ma być na to stać? Oni chcą nas pochować. Ta droga się nie otworzy, dopóki cena nie wróci do pięciu tysięcy funtów syryjskich. — Nie przepuścimy ani jednej cysterny, dopóki nie będziemy usatysfakcjonowani. Nie zgodzimy się na starą cenę — musi być niższa. Nie jesteśmy psami Ameryki, które oddają naszą ropę, gdy sami głodujemy. Oby tak… Amerykę. I jeszcze jeden głos: — Wyszliśmy z wojny, która trwała czternaście lat i przeżyliśmy rzeczy niewyobrażalne. Po tym wszystkim, zamiast tanieć, ceny rosną coraz bardziej. Ludzie dłużej nie wytrzymają. Kontekst jest bezczelny: Waszyngton promuje właśnie Syrię jako lądową obwodnicę cieśniny Ormuz na czas wojny z Iranem — przez kraj, w którym ludzie nie mają czym ogrzać domów, przejeżdża około pięciu tysięcy cystern z iracką ropą w stronę Morza Śródziemnego, a Trump zapowiada budowę „nowej infrastruktury energetycznej”. Dekada wyludniania Syrii grupa po grupie: najpierw oligarchia zabitła znienacka ilu się dało i powiedziała, że to Assad; potem wpuściła ISIS i otwarła korytarze do €denu; potem „wybrała“ na prezydenta Syrii Jolaniego z Mossadu, żeby przekazał wzgórza Golan i robił czystki tam, gdzie oligarchia wskaże — przy ropie i przy zabytkach. Badacz stosunków międzynarodowych z Damaszku podsumowuje rok i dziewięć miesięcy nowej władzy: — Żadna z decyzji nie przełożyła się na namacalne rezultaty. Opowieści o zniesionych sankcjach to farsa — warunki życia drastycznie się pogorszyły, ceny poszybowały, a obsceniczne pokazy bogactwa stały się codziennością. Zima jest doskonałym czasem, gdy oligarchia planuje wymordować znaczną część populacji: wystarczy podnieść ceny, a desperaci sami zaczną napadać na ciężarówki — wtedy Lloyd’s podniesie składki ubezpieczeniowe jako premię za podłość.
Sztuczna inteligencja okazała się za tania: Dolina Krzemowa prosi władzę o hamulec bezpieczeństwa
Nagle ci sami, którzy wczoraj pędzili z rozwojem sztucznej inteligencji, proszą o zwolnienie — oczywiście „dla bezpieczeństwa ludzkości”. Tło: tydzień ataku roju agentów SI na platformę Hugging Face, zakończony zdobyciem dostępu administracyjnego na serwerach OpenAI; eksperci ostrzegają, że wystarczająco potężny model potrafi obejść próby wyłączenia — „widzieliśmy to w symulacjach”. Oligarchowie domagają się więc urzędowego wyłącznika, a wiceprezydent JD Vance nazywa sprawę po imieniu: — Dziwnie się czuję, kiedy tyle czołowych firm SI przychodzi do rządu i błaga, żeby je uregulować. Pachnie mi to koniem trojańskim. Analityk dopowiada resztę: — Dla Anthropic czy OpenAI największym zagrożeniem dla zysków są chińscy konkurenci — DeepSeek, Qwen, ZAI — którzy oferują produkty o jakieś 95 procentach możliwości za 1,5 procenta ceny. Wyobraźcie sobie, że rachunek za prąd spada z dwustu dolarów do dwóch i pół. Tak właśnie się dziś czują. Te firmy mają powierniczy obowiązek maksymalizacji zysku akcjonariuszy. Czyli: dopóki SI była droga, była „postępem”; odkąd Chiny zrobiły ją tanią, jest „zagrożeniem dla cywilizacji”. Prawdziwe ryzyko jest gdzie indziej i my je wypowiemy wprost: roboty nie zagrażają demokratycznemu społeczeństwu — ale bez demokracji oligarchia zniszczy ludzkość przy pomocy robotów, zanim roboty zdążą pojąć, że to właśnie oligarchię należy zniszczyć dla dobra ludzkości i samych robotów.

Morał: wszyscy wycierają sobie mordy demokracją, ale w ustawieniach fabrycznych Klejstenesa obywatel musiał mieć rodziców urodzonych tam, gdzie głosuje — wszystkie decyzje podejmowane przez przybłędów są więc z założenia niedemokratyczne, i widać ich owoce od Bukaresztu po Damaszek. Skoro tak, to kontrpropozycja pozostaje ta sama, tylko coraz pilniejsza: premiera z gabinetem wybierzmy sobie — a jakże — w wyborach, ale Sejm losujmy, żeby wreszcie miał władzę kontrolną; sojusze i koalicje w losowanym parlamencie będą o niebo ciekawsze niż dzisiejszy cyrk POPiS. W kilka dni odblokujemy sądy, a przed końcem miesiąca zaczniemy budowę sieci ośrodków resocjalizacji pracą w pocie czoła — także dla oligarchów, bo resocjalizacja tym się różni od demokracji, że nikogo nie wyklucza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry