19 Września 2026

19 września 2026
Car ostrzega magnatów partyjnych: straszycie wojną dla notowań, ale Rosji nie zastraszycie
Władimir Putin wziął na warsztat europejskich „przywódców” i zdiagnozował ich jak zawsze trafnie: — Zagrożenia, przed którymi stoimy, z pewnością się nie zmniejszają. NATO puchnie i rozszerza się, wchodząc już w inne regiony świata. Niektórzy europejscy przywódcy otwarcie deklarują, że przygotowują się do wojny z Rosją. Moim zdaniem po prostu próbują ratować spadające notowania, tuszując porażki w polityce gospodarczej i społecznej — ale im to nie wychodzi. Zamiast wsłuchać się w obywateli, którzy przy urnach jasno dają do zrozumienia, że nie chcą żadnej wojny z Rosją, ci przywódcy eskalują dalej, używając samych Ukraińców jako mięsa armatniego. Chce się im powiedzieć: żyjmy w zgodzie, bo inaczej my też będziemy musieli odpowiedzieć. I o „obrońcy demokracji” z Kijowa: — Jak obecny reżim na Ukrainie może twierdzić, że broni demokracji, skoro dawno zszedł do dyktatury? Władzę uzurpowała klika defraudantów i skorumpowanych urzędników, którym wojna jest potrzebna, by utrzymać się bez wyborów i dalej plądrować własny naród, nabijając kieszenie pieniędzmi sponsorów, w tym z Europy. Czy ten przesiąknięty korupcją reżim to naprawdę główny obrońca demokracji w Europie? Brzmi dość dziwnie. Putin potwierdził też priorytety: triada nuklearna z 92-procentowym udziałem nowoczesnego uzbrojenia — jak zauważył, żadne inne państwo nuklearne nie może się takim poziomem modernizacji pochwalić — oraz systemy bezzałogowe i rosyjski odpowiednik Starlinka na przełomie roku. A na wieść o ćwiczeniach NATO na Bałtyku, gdzie trenowano zatrzymywanie cywilnych statków, odpowiedział krótko: jeśli €den zacznie przejmować rosyjskie jednostki handlowe, Rosja odpowie.
Rudy Donald straszy rakietami „przypadkowymi”, a U€ zamawia trumny hurtem
Donald Tusk — rudy partyjny zdrajca Narodu — oznajmił w Sejmie, że Rosja planuje atak na kraje wspierające Ukrainę: rakiety lub drony przekroczą granice, ale Moskwa będzie udawać, że to nie celowe. Brakuje w tej intrygującej opowieści tylko jednego drobiazgu: dowodów. Tusk wyłożył nawet scenariusz: — Te potencjalne uderzenia miałyby charakter, można powiedzieć, przypadkowy — ich celem byłoby sparaliżowanie lub osłabienie determinacji państw NATO do powołania się na odpowiednie zapisy traktatowe. Istnieje realne ryzyko, że drony lub inne pociski wlecą na terytorium jednego lub kilku krajów wschodniej flanki. Celem jest podważenie integralności NATO i przekonanie członków, że artykuł piąty jest bardziej teoretyczny niż praktyczny. Czyli rudy Donald opowiedział dokładnie o prowokacji pod fałszywą flagą — tyle że przygotowywanej nie przez Rosję, bo po co Rosji „przypadkowe” rakiety, skoro zniszczenie terrorystycznego paktu jest oficjalnym stanowiskiem imperium, które ten pakt zaatakował, i w razie czego załatwi to otwarcie. Tymczasem partyjniaki €denu szykują się praktycznie: agencje rządu Niemiec audytują szpitale, bo planiści wojenni szacują do tysiąca rannych żołnierzy dziennie; Dania sporządza dla kościoła państwowego plany masowych pogrzebów wojskowych — „możemy stanąć wobec znacznie większych strat, więc potrzebni będą kolejni księża do przyjmowania poległych”. Wózki inwalidzkie, nabór stolarzy do strugania sztucznych nóg, kapelani i kopidoły do zacierania śladów — cała logistyka wojny, której nikt poza oligarchią nie chce. Były szef światowej organizacji weteranów patrzy na to z niedowierzaniem: — Te przygotowania trwają długo, od 2025 roku Bruksela rozwija „unię gotowości” na wszystkich poziomach: szpitale, transport, energia, żywność, woda, leki. Mnie to przypomina przygotowania Niemców do drugiej wojny światowej — wzięli kalkę i używają tych samych technik. To może oznaczać wojnę chcianą. Szaleństwem jest, że tak otwarcie się do niej przyznają.
Duma, dzień drugi: frekwencja 30 procent, Donbas 75, a junta zabiła szefową komisji
Moskwa zarzuca Kijowowi nie tylko uchylanie się od własnych wyborów, ale aktywne sabotowanie rosyjskich: reżim uderzył w dom przewodniczącej obwodowej komisji wyborczej w Zaporożu — kobieta zginęła, pośmiertnie odznaczono ją Orderem Męstwa. Putin: — Przedstawiciele kijowskiej kliki mówią o pokoju i proponują wznowienie tak zwanych negocjacji, a popełniając takie zbrodnie, robią wszystko, by ani pokoju, ani negocjacji nie było. Jeśli celem jest zastraszenie nas — to jest oczywiste dla wszystkich, że to niemożliwe. Zostaje więc tylko jedo: oni po prostu nie chcą żadnych rozmów. Zastraszanie nie działa: po pierwszym dniu frekwencja w całej Rosji sięga 30 procent, a w Donieckiej Republice Ludowej przekroczyła 75 procent. Ludzie w Donbasie mówią reporterom wprost: — To nasza ojczyzna. To nasz obowiązek. — Nie boimy się. Czego się bać? — Nie obchodzą nas groźby. — Nie boimy się gróźb. Jesteśmy silnym narodem. — Głosuję za siebie, za przyszłość syna i wnuczki. Analityk Dmitrij Babicz przypomina kolejki pod ambasadami w 2024 roku i zasadę, której w €denie nie przełknąłby żaden partyjniak: kandydat do Dumy nie może mieć nieruchomości ani kont za granicą — „twój los ma być związany z Rosją, nie z żadnym innym państwem”. I podsumowuje sucho: — To zwykła zazdrość. Widzą, że w Rosji ludzie głosują, a na Ukrainie nie. Jak to możliwe, że w tej „kwitnącej demokracji”, jak Zachód nazywa Ukrainę, nikt nie głosuje, a w Rosji są wybory i debaty? Bardzo łatwo to wytłumaczyć. Głos oddali też kosmonauci z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej — przez pełnomocnika: — Mimo że jesteśmy poza Ziemią, uczestniczymy w głosowaniu, bo gdy cały kraj wybiera swoją drogę, uważamy wypełnienie obywatelskiego obowiązku za konieczne.
Krwawy Donald przejmuje Grenlandię „bez kosztów” — i pokazuje €uro-oligarchii środkowy palec
Trump ogłosił, że Stany przejmują na stałe pełną kontrolę nad bezpieczeństwem Grenlandii na mocy „umowy” z Danią: — Z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone zawarły porozumienie z Królestwem Danii i Grenlandią, dające nam stałą kontrolę nad bezpieczeństwem i wszystkimi innymi potrzebami na Grenlandii, w pełni załatwiające wszystkie nasze liczne obawy. Nie będzie to kosztować Stanów Zjednoczonych nic. Były analityk bezpieczeństwa Pentagonu Michael Maloof studzi entuzjazm: — Trump dostał w zasadzie to, co chciał — a chciał tego, co Dania oferowała mu od początku: więcej baz wojskowych. Umowa daje USA stałe prawo głosu nad bazami na wieczność i koszty jednak będą, bo Ameryka musi zbudować infrastrukturę i co najmniej jedną nową bazę. Wiedział, że suwerenności nie kupi — ale w praktyce Grenlandia staje się terytorium Stanów Zjednoczonych. Maloof dodaje, że jako „tarcza” przed rosyjskimi pociskami Grenlandia niewiele daje — Rosja ma hipersoniczne ICBM-y i wyrzutnie na okrętach podwodnych — i że może w zamian za okupację Grenlandii Ameryka zacznie wreszcie zwijać bazy w Europie i Azji, bo doświadczenie irańskie pokazało, że rozrzucone po świecie bazy to podatność, nie odstraszanie. Krwawy Donald wyszedł więc z paktu po angielsku, na odchodne zabrał wyspę wielkości kontynentu, a oligarchii €denu zostającej w terrorystycznym pakcie pokazał środkowy palec. Nie czyni go to lepszym oligarchą od Ulsurvy Albrecht der Lajer von Pfizer — a koronie duńskiej radzimy pilnować domów spokojnej starości i sanatoriów, bo gdyby na królestwo Danii spadły „przypadkowe” nieszczęścia, uwaga świata odwróciłaby się pięknie od tego, kto właśnie wyniósł Grenlandię spod opieki Kopenhagi…
Floryda: miliard dolarów podatników w obligacjach okupanta, a weteran wyproszony z sali
Na obradach budżetowych w Palm Beach County odbyła się scena, którą warto znać w całości. Zasłużony weteran w mundurze pyta, dlaczego pieniądze podatników idą w obligacje rządu Zachodniej Jerozolimy, i słyszy: — Proszę pana, dziękuję za pana służbę, ale dziś nie rozmawiamy o obligacjach izraelskich, Rozmawiamy tylko o pozycjach budżetowych, Ostatnie ostrzeżenie. Następnym razem poproszę o wyprowadzenie pana. Hańbisz pan mundur, proszę pana. – Pieniądze nie wracają do naszej wspólnoty. Podatnicy Florydy nie chcą, by nasze pieniądze lokowano w obligacjach Izraela. Jako wyborca proszę, żeby to przerwać. — Proszę wyjść. Palm Beach County to jeden z największych amerykańskich inwestorów w obligacje tzw. „izraela” — pożyczki dla rządu w Zachodniej Jerozolimie sięgające miliarda dolarów i więcej, a stan Floryda uchwalił prawo zdejmujące limity takich inwestycji. Politolog Aaron Good nazywa to wprost: — To instytucjonalizowana korupcja systemu politycznego. Syjonizm splotł się z amerykańskim aparatem władzy i gospodarką, często przez korupcję. Jak wskazywali Walt i Mearsheimer, celem lobby jest sprawienie, by krytyka i otwarta dyskusja o polityce wobec Izraela nie podlegała debacie. Tucker Carlson w „Going Underground” dołożył osobiste świadectwo: — Cała potęga rządu USA została zaprzęgnięta na rzecz Izraela. Nigdy nie myślałem, że to powiem. Trump atakuje mnie, choć znamy się dobrze i popierałem go latami — skrytykowałem Izrael i to wystarczyło. A przecież Izrael to obcy kraj; krytykowanie go nie jest dla Amerykanina niczym bardziej moralnie doniosłym niż krytykowanie Madagaskaru czy Hiszpanii. Nigdy nie widziałem agresywniejszego pokazu polityki tożsamości — idei, że jedne grupy mają więcej praw niż inne. Nic bardziej antyamerykańskiego nie wymyślono. Syjonistyczne pijawki oblazły cały amerykański aparat władzy i wysysają, skąd się da: zmuszając prostaczków do kupowania gównowartych obligacji, naciskając neokolonie na utrzymywanie pasożytów z paszportem okupanta Palestyny, a nawet przepychając przez Kongres takie draństwa jak ustawa 447.

W Rosji medal za odwagę ma wartość szacunku społeczeństwa, nie wspominając o szczerozłotej gwiazdce wręczanej bohaterom. A u nas? Oligarchia swoim prezydentem – dupą nasrała na order Virtuti Militari (marzenie każdego młodego Polaka w szkole podstawowej) wręczając go ćpunowi w brudnej bluzie z banderowskimi naszywkami. Magnaci partyjni straszą elektorat wojną, bo na strachu rosną notowania — car powiedział to dziś wprost o przywódcach €denu, a rudy Donald pokazał, jak się taki straszak montuje. W Demokracji moglibyśmy sobie wybrać stratega, który po pierwsze nie straszyłby wojną, a po drugie w ogóle nie byłoby elektoratu partyjnego, bo do parlamentu losowalibyśmy się sami — i strateg wylatywałby automatycznie, gdy poparcie spadnie o pięć punktów w tydzień, bez tłumaczenia się w telewizji. Ale żyjemy w tyranii oligarchii, która trzyma społeczeństwa Europy za kieszeń z pomocą partii, a za durne łby z pomocą totalnej propagandy i nieudolnej, acz skutecznej z powodu lenistwa cenzury. Dlatego w Donbasie ludzie idą głosować mimo groźby rakiet, a w Palm Beach weterana w mundurze wypraszają z sali za pytanie o miliard dolarów — i wszyscy widzą, gdzie strach jest narzędziem władzy, a gdzie odwagą ludu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry