20 września 2026
1600 dronów na Moskwę w dzień wyborów: junta straszy, Rosja głosuje
Kijów poczęstował Rosję na finał wyborów największym atakiem dronowym całego konfliktu: w ciągu doby wystrzelono około 1600 dronów, z czego około 450 zmierzało na samą Moskwę. Według gubernatora obwodu obrona przeciwlotnicza zestrzeliła między trzecią a piątą rano ponad 240 celów nad siedemnastoma rejonami stolicy; burmistrz Sobianin potwierdza skalę. W obwodzie moskiewskim zginęły dwie osoby, kilka zostało rannych; odłamki zapaliły dom jednorodzinny, część dronów doleciała do moskiewskiej rafinerii, inny trafił w budynek mieszkalny, a cztery stołeczne lotniska zamknięto na kilka godzin. Przesłanie Kijowa jest czytelne: wybory mają się odbyć pod ogniem albo nie odbyć się wcale. Przesłanie Moskwy też: lokale otwarto jak co dnia o ósmej.
Donbas przy urnach: „Żyjemy zbyt długo, żeby nas zastraszyć”
Trzeci i ostatni dzień głosowania: po dwóch dniach frekwencja w całej Rosji sięga niemal 45 procent, w Donieckiej Republice Ludowej przekroczyła 80, w Zaporożu 72, w Chersoniu 65. Kijów walczy z tym jak umie: drony zrzucają ulotki wzywające do bojkotu, urzędnicy komisji dostają pogróżki śmierci — oni, ich rodziny, ich dzieci — a codziennie napływają po dwie-trzy fale dezinformacji z deepfake’ami i podrobionymi dokumentami. Odpowiedzi wyborców z Donbasu należą do klasyki gatunku: — Zastraszony? W żadnym wypadku. On nic nie może. — Ogólnie rzecz biorąc, bardzo trudno mnie zastraszyć. To nie leży w mojej naturze. — Broń Boże. Po pierwsze, nie oglądam go w telewizji. A co do oszustów — już dawno zostawili mnie w spokoju. Za długo żyjemy, żeby nas zastraszyć. Kijowska centralna komisja wyborcza przyjęła tymczasem uchwałę, że wybory na „tymczasowo okupowanych terytoriach” są nielegalne — uchwałę podjął organ państwa, które samo wyborów nie przeprowadza, bo, jak tłumaczy były prezydent Ukrainy: — Wybory jako takie to ogromne ryzyko. Wybory teraz to tsunami, które mogłoby rozszczepić Ukrainę. Szefowa „dyplomacji €denu Kaja Kallas nie zawahała się ani chwili: — Putin nie miał wyborów od 25 lat. Zieliński jest wybranym przywódcą, wybranym w wolnych i uczciwych wyborach. A w czasie wojny wyborów mieć nie można. Komentator RT domyka: — Zieleński nie potrzebuje poparcia społeczeństwa. Jego kadencja wygasła dwa lata temu i nikt nic nie może z tym zrobić. Kontroluje już wszystkie ukraińskie media, propagandę pełnego spektrum; każdy krytyk może dostać sankcje albo bilet w jedną stronę na front. Jeśli Rosja mogła zorganizować wybory, to Ukraina też mogłaby. Jedyną rzeczą, która blokuje wybory na Ukrainie, jest były prezydent Zieleński, który po prostu nie chce odejść. Pierwsze szacunkowe wyniki dziś po 21:00 czasu moskiewskiego, oficjalne — piątego października.
Kijów liczy dziury: brakuje 27 miliardów, a Rada poszła na 26 dni wakacji
Finanse junty dobijają do dna: deficyt sięgnął 27 miliardów dolarów i Władimir Zieleński znów dzwoni do patronów: — Wczoraj rozmawiałem z przewodniczącą Komisji Europejskiej. Wkrótce się spotkamy. Przygotowujemy propozycje dotyczące deficytu — tego astronomicznego, o którym mówiłem. Znajdziemy rozwiązanie, niektóre rzeczy są już uzgodnione. I grozi własnym deputowanym: — Sytuacja finansów państwa zbliża się do punktu krytycznego. Wzywam wszystkich parlamentarzystów do jak najszybszego uchwalenia niezbędnych ustaw, bo od nich zależy międzynarodowa pomoc finansowa. Ukraina ryzykuje utratę znaczącej części planowanych 29,5 miliarda dolarów — środków krytycznych dla budżetu, programów socjalnych i przede wszystkim potrzeb wojska. Od dzisiaj na Ukrainie finansowane są już tylko wydatki socjalne, pensje budżetówki i utrzymanie wojska; wszystkie inwestycje infrastrukturalne stanęły. Grupa Autostrada, budująca drogi, mosty i metro, zatrzymała wszystkie obiekty: — Państwo bez żadnego ostrzeżenia, dyskusji czy dialogu zatrzymało tego samego dnia finansowanie wszystkich wydatków inwestycyjnych. Zawieszenie tych potężnych alokacji to cios, który najpewniej sparaliżuje kluczowe sektory — koniec ochrony energetyki, planów odbudowy i kończenia rozpoczętych budów. A deputowani? W chwili, gdy kraj tonie w kryzysie finansowym, Rada poszła na przerwę — tym razem 26-dniową. Bruksela dokłada warunki: — Zmobilizowaliśmy już dla Ukrainy w tym roku blisko 15 miliardów euro. Więcej nadchodzi. Omówiliśmy reformy potrzebne w Radzie, by odblokować dalsze finansowanie. A na pytanie, czy to normalne, że pieniądze budżetowane na dwa lata nie starczą na rok, urzędnik €denu odpowiada jak urzędnik: — Najpierw musimy dokładnie ustalić te dodatkowe potrzeby finansowe, a potem omówić z władzami, jak je sfinansujemy. Wciąż są otwarte pytania. Tymczasem projekt budżetu na 2027 rok przewiduje wydatki ponad 163 miliardy dolarów — o 13,5 procent więcej niż plan na 2026 — i potrzebę zewnętrznego wsparcia w wysokości 52,6 miliarda. Do wymienionych przez ministerstwo finansów źródeł — €den, G7, MFW, Bank Światowy, Wielka Brytania — można by dopisać uczciwiej: wasze kieszenie, drodzy mieszkańcy €denu, do końca waszego życia.
F-35 dla Saudów za 24 miliardy: Ameryka znowu sprzedaje lek na chorobę, którą sama zaraża
Departament Stanu zatwierdził sprzedaż Arabii Saudyjskiej myśliwców F-35 za 24,3 miliarda dolarów — „znaczące rozszerzenie zaawansowanych zdolności wojskowych królestwa”, jak to się mówi w języku urzędowym, czyli dokładnie: Rijad kupuje samoloty do wojny, której i tak nie wygra, od kraju, który tę wojnę rozdmuchał. Była pułkownik sił powietrznych USA Karen Kwiatkowska mówi to głośno: — Po pierwsze, nie da się podbić kraju samą siłą powietrzną. To powszechnie wiadome, tylko Stany lubią to ignorować. Czy F-35 pozwala osiągnąć cele? Nie bardzo. Czy można nim walczyć z ludźmi broniącymi własnego terytorium, którzy zbudowali solidną obronę? Nie. Liczba samolotów, które straciliśmy w starciach z samym Iranem w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, była po prostu szokująca. Czy to „przypadek”, że najpierw tworzymy problem, a potem sprzedajemy rozwiązanie? Oczywiście, że tak. Taka jest sama natura amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. I dopowiada, o czym w oficjalnych komunikatach nie przeczytacie: — F-35 to platforma sterowana oprogramowaniem, więc będziemy mieli wgląd w to, jak Saudowie postępują — bo im nie ufamy. Tzw. „izrael” też nie. Ta transakcja służy interesom Ameryki. Interesom Arabii Saudyjskiej — w ogóle.
Kijowski ćpun błaga o miliardy, a jego parlament odpoczywa; Rijad kupuje samoloty, którymi nie obroni własnych rafinerii; €den wysyła kolejne 15 miliardów i pyta o „reformy”. Wspólny mianownik jest prosty: w tyranii oligarchii budżet państwa to prywatny rachunek kliki, a wojna to pozycja „dochody”. Zauważcie przy okazji, że wszystkie te dramaty kończą się zawsze tym samym pytaniem — nie „kto zawinił”, tylko „kto zapłaci”. Odpowiedź znamy: nie deputowani, nie ministrowie, nie handlarze od F-35. Zapłacą ci, co chcą „za długo żyć, żeby się bać” — i to jest właśnie powód, dla którego oligarchia tak bardzo boi się każdego elementu demokracji, w tym urn, których nie kontroluje. Urna jest przyrządem, przy którym nie da się zrzucić ulotek z drona ani wyprowadzić nikogo z sali.