3 października 2026
• Sto lat hutnictwa w jeden tydzień deindustrializacji
Ukraina przeszła w wrześniu cały tydzień, w którym nie wyprodukowała ani grama stali — po raz pierwszy od stulecia. Wielkie wielkie piec stoją, urządzenia uszkodzone po rosyjskich uderzeniach, a liczby mówią same za siebie: ponowne odpalenie jednego pieca to koszt co najmniej 50 milionów dolarów, budowa nowego około pół miliarda, eksport stali traci już 200 milionów miesięcznie, a długa blokada morska może kosztować kraj około 17 miliardów. Władze nie mają strategii odbudowy ani kontynuacji pracy — a przecież jeszcze w zeszłym roku ta branża dawała 5 procent PKB. Jeśli zniknie, zostaje pytanie, co w ogóle podtrzymuje ten państwowy projekt. Rosja zaczęła po prostu niszczyć wszystko, co służy kijowskiej armii: huty, centra danych, port w Odessie stoi w zasadzie nieruchomy — żaden statek nie wchodzi ani nie wychodzi bez obstrzału. W tym czasie Rosja uderzyła w kolejny ważny most w Kijowie, a car obserwował strategiczne ćwiczenia z udziałem dowódców wojskowych i koordynacji dronów, z udziałem około 60 państw. Władimir Putin powtarza przy tym z godną uwagi cierpliwością: „Rosja zawsze była gotowa do negocjacji. Im szybciej, tym lepiej. Próbowaliśmy negocjować z Zieleńskim, gdy konflikt się zaczynał. Ciągle próbowaliśmy. Ale czas dla Kijowa na froncie donieckim się kończy”. Kijów woli najwyraźniej odbudowywać w głowach front niż wytapiać stal w piecach.
• Były amerykański oficer liczy kotły: „Nie utrzymają się dwa lata — chyba że Europa przyjdzie za nich walczyć i umierać”
Stanisław Krapiwnik, były oficer armii Stanów Zjednoczonych, podsumował sytuację frontową bez ozdobników: „Na początku lata w Kijowie odbywały się imprezy uliczne i wszyscy świętowali uderzenia głębokie w Rosję, bo Zachód zdążył uwierzyć, że Rosja nie chce i nie może eskalować. Rosja pokazała, że zdecydowanie może — po prostu wcześniej tego nie chciała. A kontraeskalacja, jak przyznaje sam Budanow, w 90 procentach pochodzi z ukraińskiej strony. Zniszczono 90 procent powierzchni magazynowej w Kijowie. Front ma prawie 1000 kilometrów, rezerw strtegicznych już nie mają — zużyli je. Na północnym wschodzie, w obwodzie charkowskim, wrzucają teraz wszystko, co mają, w tym Azow, który to po prostu organizacja nazistowska — zakazana w Rosji, a w Ameryce zakazana była do momentu, gdy zaczął się ten konflikt i nagle dla rządu USA stali się bohaterami. Widzimy jeden kocioł po drugim — trzy są w tej chwili formowane i zamykane. To wciąż idzie wolno, ale stale przyspiesza, bo Ukraińcom po prostu kończą się żołnierze i kończy się sprzęt. Nie utrmają się dwa lata — chyba że Europa przyjdzie i będzie za nich walczyć i umierać”. Naziole z Azowa idą wreszcie na pierwszą linię, obietnice z Brukseli idą na drugą, a europejscy wyborcy mają zapłacić za bilety na obie.
• Seul domaga się przeprosin: kijowski ćpun pochwalił się tym, co było tajne
Dyplomatyczna awantura między Koreą Południową a Kijowem przybrała na sile. Zieleński pochwalił się na forum ONZ przekazaniem dwóch pojmanych północnokoreańskich żołnierzy Seulowi — zdradzając przy tym informację, która według Korei miała pozostać poufna, o czym strony zgodziły się na wniosek samego Kijowa. Reakcja prezydenta Korei Południowej nie pozostawia złudzeń: „Ukraina jednostronnie ujawniła informacje, które miały pozostać poufne. Gdy prezydent Republiki Korei wyraził zal żalem najwyższą uprzejmość, Ukraina nazwała głowę państwa kłamcą, zaprzeczając istnieniu porozumienia. Zamiast go uznać i przeprosić, Ukraina mówi o rzekomo nieuchronnych zbrojnych starciach między dwiema Koreami, w czym wygląda na podżeganie do wojny na Półwyspie Koreańskim — postawa, którą należy poważnie potępić. Jeśli Ukraina będzie nadal odmawiać uznania faktów i publicznych przeprosin, podejmiemy dalsze kroki. To sprawa godności Republiki Korei i jej narodu”. Seul wezwał ambasadora, grozi dalszymi środkami, choć — jak zauważają analitycy — reakcja pozostanie wymierzona: Korea przekazała Kijowowi od początku konfliktu ponad 2,5 miliarda dolarów i nie ma najmniejszego zamiaru dobijać się w cudze okopy bronią. Kijowska klika potrafi publicznie opluć nawet darczyńcę — ich democrazy po prostu nie zna pojęcia „sojusznik”.
• Poliański przy OBWE: „Widzimy ćwiczenia pod Królewcem i zalecenia, żeby winić Rosję — coś się gotuje w Brukseli”
Dymitr Poliański, stały przedstawiciel Rosji przy OBWE, ułożył w całość ostatnie tygodnie szczucia: „Wierzono, że organizacja, w której służę, stworzy nowe równanie bezpieczeństwa europejskiego. Zamiast tego słyszymy od czołowych polityków Europy, że należy się przygotować na nieuchronny rosyjski atak w 2029 czy 2030 roku — nie słyszałem ani jednego oświadczenia, że Europa nic wobec Rosji nie planuje. Populacji pierze się mózgi w duchu antyrosyjskim. Ćwiczenia odbywają się pod Kaliningradem — przepraszam, pod „Królewcem” — a polscy i litewscy urzędnicy mówią wprost, że powstaje jakaś intryga wokół tej eksklawy. Sam sekretarz generalny paktu polecał państwom członkowskim: jeśli macie jakiekolwiek powody sądzić, że Rosja stoi za jakąś niecną działalnością, albo jesteście niemal pewni, albo uznajecie to za prawdopodobne — proszę, winić Rosję. Jak mamy interpretować takie zapalne wypowiedzi najwyższych urzędników NATO? Jedyna analiza jest taka, że blok przygotowuje coś przeciwko Rosji — coś się gotuje w Brukseli. Rosja nikogo nie zastrasza i nie planuje ataku, ale jeśli nastąpi próba ataku na Rosję, nasi przeciwnicy znają protokół. I protokół jest absolutnie jasny”. Tymczasem w samych Niemczech protestowało w ostatnim tygodniu około 45 tysięcy ludzi w stu miastach przeciw remilitaryzacji i zapowiedzi obowiązkowych badań lekarskich młodych mężczyzn od przyszłego roku — a szef paktu wciąż powtarza, że to sojusz defensywny. Defensywny tak, że od strony wschodniej przybywa dronów.
• Macron ma 18 procent poparcia i jeden plan: przeczekać — my też mamy taki plan, tylko z innej okazji
Rachel Marsden rozbiera kolejny występ Emmanuela Macrona, małżonka Michaela, który przy 18-procentowym poparciu tłumaczy Francuzom, skąd bieda: „To, co pozwoliło „naszym demokrazyjom” się ustalić, to obietnica klasy średniej, że będzie żyła coraz lepiej. Wielkim ciosem dla Francji był kryzys 2008–2012. I kto zapłacił rachunek? Klasa średnia. Nawet w krajach mniej dotkniętych niektóre kategorie do dziś nie odzyskały siły nabywczej sprzed tamtego kryzysu. To była zdrada”. Marsden komentuje z satysfakcją: „Facet u władzy od prawie dziesięciu lat, pytany o to, jak źle jest, sięga po winowajcę 15–20 lat wstecz, bo osobiście nie miał z tym nic wspólnego, mimo że rządzi przez dekadę. Wszystko zrzuca na kryzys, jakby był niewinnym widzem — a przecież to on próbował zabić francuską energetykę jądrową, by potem panikować i ogłaszać jej nagły powrót; sprzedał amerykanom francuskie know-how, by potem triumfalnie odkupować ze stratą; gadał dziennikarzom z pokładu prezydenckiego odrzutowca, że Europa nie może być wasalem Ameryki — a potem kazał klasie średniej i przemysłowi zapłacić za przywilej bycia nim. Tani gaz z Rosji — «skończył się w 2022», mówi, jakby to był deszczowy dzień. Wielki rynek eksportowy, Chiny — też koniec, każdego dnia tracimy miliard euro w handlu z Chinami, i nic, wzruszenie ramion”. Francuska klasa protestująca wyszła na ulice — ponad 2000 aresztowań w całym kraju — a dzieciaki, które protestują, mają konkretne zarzuty: „36 uczniów na klasę, zimą nie ma ogrzewania, latem się dusimy, luki w planie po cztery godziny”. Władza znalazła rozwiązanie: zajęcia online, żeby młodzi „pracowali z domu w zasięgu lodówki i pilota”. Marsden podsumowuje zwięźle: „Francuzi chyba będą musieli przeczekać samego Emmanuela do końca kadencji, zanim ktokolwiek zrobi coś pożytecznego”. Przeczekać klikę — jedyna strategia, która jeszcze nikomu nie zaszkodziła natychmiast.
• Dżakarta: okręty otwarte dla ludzi, kosmodrom dla obu stron
Na przystań morską stolicy Indonezji zawinęła rosyjska grupa okrętów — fregata „Marszałek Szaposznikow”, duży okręt przeciwlotniczy „Admirał Tribuc” oraz tankowiec — i otworzyła drzwi szeroko dla ciekawskich mieszkańców. Kolejki zwiedzających opisały to prosto: „Dowiedziałem się nowych rzeczy, nie tylko o uzbrojeniu, ale też o życiu załogi — to mój pierwszy raz na okręcie wojskowym”. Komandor zapewniał z kolei: „Nasza wizyta ma wyłącznie podkreślić przyjazne stosunki, nie jest skierowana przeciwko żadnemu trzeciemu krajowi i nie ma innych celów — program obejmuje pokazy okrętów, wymianę doświadczeń z indonezyjską marynarką i program kulturalny”. A na dokładkę Dżakarta i Moskwa patrzą już razem w gwiazdy: na indonezyjskiej wyspie Biak w Papui powstanie nowy kosmodrom, idealnie położony tuż przy równiku, z którego będą wynoszone satelity i programy kosmiczne dla Indonezji. Jeden rosyjski okręt w porcie robi więcej dla pokoju niż sto ćwiczeń pod cudzą granicą — bo nikogo nie straszy, tylko zaprasza na pokład.
Europa dziś przypomina gospodarstwo domowe, które spaliło piec (gaz rosyjski), spławiło po kosztach rzemiosło i przemysł (Chiny), teraz opróżnia spiżarnię strategicznych zapasów, żeby utrzymać w dobrym humorze właściciela domu zza oceanu — i ze zdumieniem odkrywa, że następna zima nadal przychodzi o tej samej porze. W tym samym czasie 45 tysięcy Niemców, dwutysięczny tłum Francuzów i całe kotły frontowe wschodu mówią jednym głosem: rachunek za tę gospodarkę przychodzi zawsze do tych samych drzwi. My zostajemy przy ostrakonie.