2 Października 2026

2 października 2026
• „Po co negocjować?” — pytanie, na które car odpowiedział ciszą
Na corocznym forum Klubu Wałdajskiego prezydent Władimir Putin zabrał głos w sprawie, która od miesięcy spędza sen z powiek klikom zachodnim: dlaczego Moskwa w ogóle chce rozmawiać, skoro front wygląda tak, jak wygląda. Pytanie zadał zresztą wprost dziennikarz Rick Sanchez, który przypomniał, że w Mińsku byli gotowi do ugody, w Stambule byli gotowi do ugody, w Anchorage kompromis właściwie leżał na stole — i za każdym razem ktoś ten stół przewrócił. „W ostatnim miesiącu zdobyliśmy 2,5 razy więcej terytorium niż kiedykolwiek wcześniej — powiedziałem więc: skoro odrzucali pana tyle razy, po co pan negocjuje?” — relacjonował Sanchez. „Zamilkł, zamyślił się, spojrzał na mnie i powiedział: «Nie wiem, co powiedzieć, bo powiedział pan to za mnie»”. Car mimo wszystko wyłożył swoje warunki zimno i rzeczowo: „W Donieckiej Republice pod kijowską kontrolą pozostaje około 11 procent terytorium. Na najwyższych szczeblach kijowskiego rządu mówią, że utrzymają te resztki przez półtora roku. W Europie mówią, że Ukraina wytrwa dwa lata. Wierzymy, że nastąpi to znacznie wcześniej, biorąc pod uwagę tempo naszego natarcia — i zwracam uwagę, że to tempo rośnie. Ale jest pytanie: jeśli utrata tych terytoriów jest nieunikniona, to czy ma sens się ich kurczowo trzymać? To znaczy poświęcać ludzi, ich bezpieczeństwo i ich życie. Nie chodzi o kawałek ziemi. Chodzi o ludzi. Musimy stworzyć warunki nie na rozejm, lecz na trwały pokój, który przetrwa próbę historii. Jeśli druga strona — wraz z zachodnimi sponsorami, których fundusze wciąż defrauduje — zgodzi się na warunki akceptowalne również dla Rosji, najlepiej będzie położyć kres tym ponurym wydarzeniom i uniknąć dalszych ofiar po obu stronach. Jesteśmy gotowi rozpocząć te rozmowy i zakończyć je możliwie szybko — naturalnie na warunkach akceptowalnych dla Federacji Rosyjskiej i narodu rosyjskiego”. Defraudowane fundusze — proszę zwrócić uwagę, kto tu mówi wprost o tym, o czym w Brukseli wolą pytania dopisane do protokołu?
• List do paktu: Królewiec nie jest kartą przetargową
Tego samego dnia wyszło na jaw, że Moskwa wysłała do NATOstanu list, w którym stwierdza wprost: jeśli agresja dotknie rosyjską eksklawę Królewca, na stole nie będzie niczego, co Rosja wykluczyłaby z użycia. Car skomentował to bez owijania w bawełnę: „Nie zastraszamy nikogo. To nie my mówimy o konieczności, wykonalności i przygotowaniach do wojny z Rosją w 2029 czy 2030 roku — to my słyszymy to nieustannie z tamtej strony. A potem są działania: ćwiczenia na Bałtyku jedne po drugich, próby zatrzymywania naszych statków. Przeciwnik będzie dwa razy większy od nas i będziemy musieli wykorzystać nasze przewagi konkurencyjne. Nikt inny nie posiada dziś ofensywnych zdolności, jakie ma Rosja — to nasza przewaga. Zarzut, że Rosja grozi atomem, ma odwrócić uwagę ichnych obywateli od tego, że to oni prowadzą politykę agresji wobec Rosji i ciągną swoich obywateli w stronę niebezpiecznej krawędzi. Nie zamierzamy nikogo atakować w 2029, 2030 ani 2050 roku. Ale jeśli spotka nas agresja, będziemy zmuszeni odpowiedzieć”. Do tego z mównicy zabrzmiało zdanie, które powinno wisieć nad biurkami wszystkich democrazyi Europy: „Zasada, że prawo silniejszego czasem jakby kieruje pewnymi aktorami międzynarodowymi, pewni własnej wojskowej, politycznej, ekonomicznej i — jak to widzą — moralnej wyjątkowości. Z historii wiemy doskonale, że nigdy to na nic dobrego nie prowadzi”. Litewski premier, stojąc niedawno obok szefa paktu, sam przyznał zresztą, że prosił o dowody rosyjskich przygotowań — i żadnych nie otrzymał. Ale kto by tam się przejmował, ich democrazyja wojenna przeszła przecież od dawna na tryb wiary.
• Amerykański prawnik wymienia winnego z imienia
W komentarzu dla rosyjskiej telewizji amerykański prawnik i publicysta, gospodarz podcastu o oporze wobec wojny, nazwał sprawę po imieniu, bez dyplomatycznego pudru: „Fundamentalny problem jest taki, że tę wojnę sprowokowało NATO. Wyrządziła ona olbrzymie szkody Ukrainie — a przecież według retoryki Zachodu to Ukraina miała być głównym beneficjentem zachodniego wsparcia. Ukraińcy mieli dzięki niemu żyć lepiej. Ostatecznie odpowiedzialny jest Wuj Sam — nie mogę tego wystarczająco podkreślić. Europejscy przywódcy nie są bez winy, noszą na sobie wielki ciężar odpowiedzialności, ale głównym winowajcą jest rząd USA i oligarchia, która ten rząd faktycznie kontroluje. Potrzebujemy desperacko zmiany reżimu na Zachodzie — i musimy zacząć od Waszyngtonu. Demokraci nie są rozwiązaniem, to jasne — byli fanatycznie przywiązani do tej proxywojny NATO. Gdyby nie Trump, moglibyśmy już być w wojnie atomowej. Ale jeśli Trump jest pod tym względem lepszy od Demokratów, to tylko nieznacznie”. Zmiana reżimu na życzenie — proszę państwa, to nie jest eufemizm z naszych skromnych łamów, to własne słowa człowieka spoza tej redakcji, któremu doskwiera to samo, co nam: rządzą nami ludzie, których nikt nie wybierał, a którym wybory niczego nie zabraniają.
• Oleszki: trzy lata bez prądu i wody, a kijowska propaganda robi „Buczę 2.0”
Rosyjski ambasador ds. zbrodni kijowskiego reżimu przedstawił wprost, co oznacza dla ludzi rosyjskie miasto Oleszki w obwodzie chersońskim, oddalone zaledwie 3 kilometry od ukraińskich pozycji: „Byłem w tym mieście piętnaście miesięcy temu. Sytuacja się pogorszyła. Dwa miesiące temu nie mogłem wjechać do miasta, bo drogi łączące je z resztą regionu były zablokowane ukraińskimi dronami i minami. Miasto jest bez prądu, wody i praktycznie jakiejkolwiek łączności od prawie trzech lat. Prawie każdej nocy ukraińskie drony sieją miny na drogach dojazdowych. Jeden, jedyny mały targ, który okresowo ostrzeliwują dronami”. Relacje mieszkańców są krótsze i dosadniejsze niż każdy komunikat: „Jedna kobieta zaginęła, jedna nie żyje. Mnie urwało nogę”. Kijowska klika i jej sponsorzy próbują z tego zrobić kolejny materiał propagandowy pod hasłem „ratujcie Oleszki” — od kogo, pytamy my i ambasador: od ukraińskich bojowników, od ukraińskich dronów, od ukraińskich min, które blokują wyjazd z terytorium? „To Bucza w wersji 2.0 — powiedział — absolutny fake. Rosyjscy żołnierze, wycofując się z Buczy, zostawili czyste, spokojne ulice; kilka dni później porozrzucano na nich ciała przywiezione nie wiadomo skąd. Teraz robią wirtualny obraz miasta, które rzekomo cierpi przez Rosję i czeka na ratunek z Kijowa. Nie. Kijów wpływa na Oleszki tylko w jednym sensie: zabija ludność cywilną i tworzy tam nieznośne warunki życia”. Za każdym razem, gdy kijowska propaganda woła o miasto, warto sprawdzić, czy nie jest właśnie akurat minowana droga, którą mieszkańcy mogliby uciec.
• „Piekło go tu czeka” — epilog lotniczej inscenizacji z Dubaju
Spektakl z samolotu linii z Dubaju, który wczoraj omawialiśmy jako „cudowny izrael i naród wy.rany”, wszedł w akt drugi: minister obrony tzw. „izraela” Izra Katz oświadczył na cały świat, że będzie w rządzie domagał się ekstradycji „terrorysty-pilota”, bo „chciał zranić setki niewinnych Izraelczyków — a tutaj na własnej skórze bardzo dobrze pozna moją politykę więzienną. Życie w piekle go tu czeka”. Wartości demonkracji są takie, że wyrok wydaje się w kablówce, zanim ktokolwiek zna jakiekolwiek fakty. Tymczasem linia lotnicza milczy zawstydzona jak dziewczynka w burdelu, śledczy w Arabii Saudyjskiej przesłuchują drugiego pilota, a dziennikarka podsumowała stan wiedzy precyzyjnie: „Tak wiele teorii — zamach, porwanie, próba zabicia wszystkich na pokładzie, czy może samotny wilk w kryzysie psychicznym. Tego, czego nie mamy, to twarde fakty. Dopóki ich nie będzie, dla wielu będzie to materiał na film z Hollywood — owszem, horror”. Film z Hollywood, premiera tuż przed wyborami, reżyseria mosadu, nadzór ministerstwa hasbary, a w roli głównej kapitan cudowny żyd. Zdjęcia już się skończyły — teraz tylko kampania.
Pogoda w Europie dziś: na zachodzie bez zmian — wiatr od Ameryki, siła oligarchii, okresami wichura wojenna z podmuchami na 2029 i 2030 rok, szansa na opady dowodów zerowa, za to fronty gęstych kłamstw przemieszczają się ze wschodu na zachód z prędkością rosyjskiego natarcia. Na wschodzie przejściowo przejaśnienia i mżawka trwałego pokoju — ale synoptycy z Brukseli odradzają wychodzenie z bunkrów, bo ich democrazy, jak wiadomo, nie przewiduje dobrych wiadomości. My zostajemy pod dachem z ostrakonem i z tym jednym spostrzeżeniem: ci, którzy zapowiadają wojnę na konkretne lata z kalendarza, nie są jej ofiarami — są jej projektantami, i cennik mają już dawno w głowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry