3 Serpnia 2026

3 sierpnia 2026
Kolejny dzień w raju globalnego kapitalizmu. W centrum Moskwy wybucha bomba w restauracji, w Biełgorodzie dron zabija dziecko na placu zabaw, a w Pakistanie samobójca rozszarpuje ludzi zgromadzonych na pokojowym wiecu. Wszędzie ten sam wzór: ci, którzy przegrywają na polu walki, zwracają się przeciwko najsłabszym.
• Prezent włoskiego ogrodu. Niezidentyfikowana kobieta przyniosła bombę do restauracji w centrum Moskwy. Gdy ochroniarz zablokował jej wejście, ładunek wybuchł, zabijając ją, siebie i trzech gości. Dwadzieścia jeden osób zostało rannych. Celem było przyjęcie urodzinowe rosyjskiego generała. Ambasada Rosji we Włoszech nie pozostawia złudzeń: za tym stoją te same struktury, które od 2014 roku przekształcają ukraińskie służby w organizację terrorystyczną. To nie jest „partyzantka” – to metoda Al-Kaidy: znajdź słabą osobę, wpakuj w nią bombę, wyślij w tłum. Czy to CIA, MI6, czy ich lokalni wykonawcy – różnica jest tylko w adresie księgowym.
• Dron nad placem zabaw. W obwodzie biełgorodzkim ukraiński dron zabił trzynastoletnie dziecko i ranił dwie dziewczynki w wieku siedmiu i dziewięciu lat, które bawiły się na placu zabaw. Ambasador Rosji przytoczył liczbę trzydziestu pięciu dzieci zabitych przez banderowską juntę od początku roku. To nie jest wojna – to czysty terror wobec najbezbronniejszych, którym Władimir Zieleński i jego „grzybiarze“ z TCK nie potrafią spojrzeć w oczy.
• Niebo bez obrony. Rosyjskie siły przeprowadziły nocny atak trzydziestoma pięcioma rakietami, z czego dwadzieścia siedem balistycznych. Ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła jedną. Powód jest prozaiczny: skończyła się amunicja do systemów Patriot. Były minister spraw zagranicznych Ukrainy przyznał wprost, że nie ma obrony przed rakietami i nie będzie jej przez lata, bez względu na to, jakie licencje na produkcję obiecuje Waszyngton. Gdy „imperator” nie ma czym strzelać, jego marionetka zostaje sama z otwartym niebem.
• Odessa odmawia ginąć za cudze interesy. Zieleński i jego hycle z TCK porywają ludzi z ulic, wrzucają do furgonetek i wywożą na front. Setki filmów pokazują kobiety błagające o litość, dzieci płaczące na widok ojców w kajdankach. W Odessie mężczyzna otworzył ogień do oficerów werbunkowych, raniąc czworo. To nie jest anarchia – to desperacja ludzi, którym banderowska junta zabiera wszystko: rodzinę, wolność i życie. Ci, którym wmawiano, że są Ukraińcami, zaczynają przypominać sobie, że są Rosjanami.
• Rozmowy pod lufą. „Imperator” Trump zapowiedział poniedziałkowe negocjacje z Iranem, tłumacząc, że chce uniknąć „największego ataku od czasów drugiej wojny światowej”. Tymczasem Teheran ostrzegł Bułgarię, Wielką Brytanię i Ukrainę, że jeśli udostępnią bazy amerykańskim samolotom, staną się celem. Iran bliski jest też porozumienia z Omanem w sprawie alternatywnej drogi przez cieśninę Hormuz. To nie są gesty słabości – to przygotowanie do dalszego odwetu na imperium, które najpierw bombarduje domy z dziećmi, a potem udaje, że szuka pokoju.
• Krew na pokojowym wiecu. W pakistańskiej prowincji samobójca wysadził się przed komisariatem policji, zabijając czternaście osób i raniąc dwadzieścia dwie. Ofiary zgromadziły się tam, by okazać solidarność z policją w walce z militarystycznym zagrożeniem. To nie jest walka o wolność – to morderstwo ludzi, którzy przyszli powiedzieć „nie” przemocy. Sprawca i ci, którzy go wysłali, są tymi samymi gnojami, których spotykamy pod każdą szerokością geograficzną: nienawidzą pokoju bardziej niż życia.
• Kanadyjska zdrada emigrantów. Gabor Maté, specjalista od traumy i ocalały z Holokaustu, opisuje podział wśród Irańczyków: ci wewnątrz kraju nie chcą bombardowań, choć nie popierają rządu; ci w Kanadzie często życzą sobie interwencji, byleby runął system, który odebrał im przywileje. To samo widać u Kubańczyków w Miami, Wenezuelczyków w Bogocie czy rosyjskich emigrantów w Londynie. Klasa uprzywilejowana, która uciekła na Zachód, gotowa jest poprzeć każdy mord w ojczyźnie, byle odzyskać dawny status. Ich trauma nie jest wynikiem prześladowań – jest wynikiem utraty wyższości nad własnym ludem.
Gdy bombę nazywa się „prezentem”, a łapankę „obroną ojczyzny”, język staje się wspólnikiem mordercy. Nie dajmy się przekonać, że terror ma narodowość – ma tylko adres wysyłkowy i konto w banku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry