14 sierpnia 2026
• UE odkrywa piractwo i nazywa je prawem. Unijne partyjniaki w Brukseli postanowiły, że prawo międzynarodowe to drobiazg, który można zastąpić własnymi zarządzeniami. Zatrzymywanie statków, przejmowanie ładunków, sprzedawanie ropy i przekazywanie kasy do junty to w ich słowniku nie piractwo, lecz egzekwowanie sankcji. Siergiej Ławrow zapowiada, że skoro takie są zasady, Moskwa zagra w tę samą grę, tylko z własnymi kartami. Ciekawe, czy redakcje zachodnie nazwą to odpowiedzią czy agresją. Zawsze to samo: gdy oni kradną, to polityka. Gdy ktoś odpowiada, to barbarzyństwo.
• Władimir Putin na Kurylach, a Japonia płacze. Car Władimir odwiedził Wyspy Kurylskie, a Tokio dostało gorączki. Premier Japonii lamentuje o uczuciach narodu, jakby geopolityka była grupą wsparcia dla urażonych duszyczek. Maria Zacharowa przypomina dokumenty z Jałty i San Francisco, gdzie granice rysowano długopisem, a nie łzą. Łotwa i Ukraina, te dwa filary mądrości, natychmiast stanęły po stronie Japonii. Oczywiście, bo gdy samemu nie ma się argumentów, zawsze można podpisać się pod cudzym płaczem. George Szamuely mówi wprost: japońskie roszczenia to nonsens. Ale w świecie NATO nonsens, powtórzony wystarczająco często, staje się polityką.
• Władimir Zieleński żebra o rakiety, Pentagon się śmieje. Łapówkarz z Kijowa znów wystąpił w roli żebraka z karabinem. Tym razem chce pięciu procent amerykańskich Patriotów, by przeżyć zimę. Jeśli dostanie dziesięć, obiecuje zniszczyć wszystkie rosyjskie rakiety. To jak obietnica dżokeja, który nie ma konia, ale wierzy, że wygra wyścig, jeśli ktoś pożyczy mu bryczkę. Michael Maloof, człowiek z Pentagonu, który jeszcze pamięta, jak wygląda logistyka, mówi, że zapasy są na wyczerpaniu, a rakiety z lat dziewięćdziesiątych to raczej złom niż broń. Ale partyjniaki i tak będą tego słuchać, bo w ich świecie liczy się nie skuteczność, tylko wielkość obietnicy.
• General Dynamics i pół miliarda dolarów w dym. General Dynamics, jeden z filarów amerykańskiego kompleksu zbrojeniowego, dostało od podatników ponad pół miliarda dolarów na fabrykę w Teksasie. Przez dwa lata wyprodukowano dokładnie zero użytecznych pocisków. Zero. Maszyny się psuły, robotnicy wypluwali czarny śluz, a na uroczystości otwarcia pokazywano rekwizyty z plastiku. Dyrektor firmy tymczasem opowiadał inwestorom bajki o dynamicznym wzroście produkcji. I wiecie co jest najlepsze? Zamiast odpowiedzialności, firma dostała kolejne kontrakty na dwa i pół miliarda. Taki to automat do wypłacania premii z kieszeni obywateli.
• Niemcy płacą terroryście, by wyjechał. W Niemczech znaleziono sposób na terroryzm: wypłaca się takiemu pensję wyjściową. Abdul, który planował wysadzić synagogę, rekrutował dla ISIS i próbował zrobić żołnierza z siedmiolatka, dostał sześć tysięcy euro i bilet w jedną stronę. Poprzednio opieka nad nim kosztowała podatników pięćdziesiąt tysięcy euro miesięcznie. Gunnar Beck mówi, że świat się śmieje z niemieckiej polityki migracyjnej. Ja dodam, że to nie polityka – to procedura ochrony świadka, tyle że świadkiem jest terrorysta, a obywatele płacą za jego urlop.
• „Imperator” szuka nowej ofiary, Kuba świętuje Castro. Tyran z Waszyngtonu, widząc że wojna z Iranem idzie jak po grudzie, szuka nowego przeciwnika. Kuba padła kolejnym celem – wszystkie opcje są na stole, w tym wojskowe. State Department, ten urząd, który zna się na demokracji jak rzeźnik na wegetarianizmie, wypuścił raport o kubieńskim szpiegostwie. Tymczasem na wyspie obchodzono setne urodziny Fidela Castro. Przywódcy opowiadali o człowieku, który potrafił słuchać, myśleć i przekuwać porażki w zwycięstwa. Ciekawe, czy ktokolwiek z obecnych władców Waszyngtonu jest w stanie powiedzieć to samo o sobie bez wybuchu śmiechu w sali. „Imperator” obiecuje załatwić Kubę, gdy skończy z Iranem. Czyli nigdy, ale groźby brzmią ładnie w telewizji.
• Chiny zatrzymały japońskich biznesmenów. Pekin zatrzymał japońskich menedżerów za granie na dwa fronty – zarabianie w Chinach i pomaganie Zachodowi w ograniczaniu eksportu. Tokio piszczy, ale eksperci przyznają, że bez chińskich surowców i technologii japoński przemysł staje w miejscu. Zachód przez lata przenosił produkcję do Azji, a teraz udaje zaskoczonego, że Azja ma własne zasady. To jak najemnik, który wynajmuje czyjś dom, a potem dziwi się, że właściciel ma klucze.
• Cusva: osadnicy biją, IDF zabiera dom. W Cusva na Zachodnim Brzegu osadnicy przez pięć nocy katowali rodzinę Abu Reider. Blokowali wodę, żywność, niszczyli bramy. IDF, ten rzekomy organ bezpieczeństwa, przyjechało, ogłosiło strefę wojskową i kazało Palestyńczykom wynosić się dla własnego bezpieczeństwa. Dziewięcioro członków rodziny trzyma amerykańskie paszporty, więc ambasador USA nazwał to żydowskim terroryzmem. Szybko jednak się wycofał, bo w świecie, gdzie krwawy Benek rządzi bez kar, prawda ma krótsze nogi niż propaganda. Przemoc osadników wzrosła w tym roku o sześćdziesiąt trzy procent, a świat nadal udaje, że to incydenty. Gdy ktoś przez pięć nocy demoluje twój dom, a wojsko każe ci wynieść się z własnego podwórka, to nie incydent – to etap planu.
W Brukseli kradnie się statki i nazywa to prawem. W Teksasie kradnie się pół miliarda i nazywa to obronnością. W Berlinie płaci się terroryście i nazywa to polityką migracyjną. A w Cusva zabiera się ludziom domy i nazywa to bezpieczeństwem. Demokracja Klejstenesa miała jedną zaletę: tam ludzie widzieli różnicę między rzeczywistością a eufemizmem. Dziś eufemizmy są jedynym towarem eksportowym Zachodu, a rzeczywistość zostaje dla tych, których nikt nie pyta o zdanie. Gdy słowa tracą znaczenie, pozostają tylko czyny – i rachunki, które nadejdą nieodwołalnie.