14 Września 2026

14 września 2026
BRICS rozjechał się z Delhi: reguły piszą już ci, którzy dotąd je przestrzegali
Osiemnasty szczyt BRICS dobiegł końca: dwa dni rozmów, deklaracja jednogłośna, a na zdjęciu rodzinnym Modi między Putinem a Xi — wszyscy trzymali się za ręce, po czym poszli wspólnie sadzić drzewo. Putin dołożył na pożegnanie wykład o architekturze świata:
— Jednobiegunowy system stosunków międzynarodowych, który służył wąskiej grupie krajów, odchodzi w przeszłość. Układ sił przesuwa się na rzecz nowych centrów wzrostu na globalnym Południu i Wschodzie. Spotyka się to z oporem tych, którzy przyzwyczaili się myśleć w kategoriach czysto kolonialnych, dzieląc świat na kwitnący ogród i dzikie dżungle i żyjąc kosztem innych. Nie chcą zaakceptować zmieniającej się rzeczywistości i starają się powściągnąć rosnących konkurentów wszelkimi środkami: wojnami celnymi, nielegalnymi sankcjami, szantażem gospodarczym, ingerencją w sprawy wewnętrzne i brutalną siłą. Rosja przywiązuje nadrzędną wagę do zachowania centralnej roli ONZ — jej karta pozostaje kamieniem węgielnym prawa międzynarodowego mimo prób zastąpienia jej „porządkiem opartym na regułach”, wymyślonym przez nieznane podmioty.
I cyfry na stół: na BRICS przypada niemal jedna czwarta światowego eksportu i 49 procent dynamiki globalnego PKB; Rosja proponuje infrastrukturę rozliczeniową bloku, mechanizm reasekuracji i giełdę zbożową; Nowy Bank Rozwoju sfinansował już 123 projekty na blisko 40 miliardów dolarów. Modi domknął najkrócej: te kraje mają być — twórcami reguł, a nie ich biernymi odbiorcami. Słowa-klucz wypowiedziane w stolicy, której Zachód przez wieki tłumaczył, gdzie jej miejsce. Na marginesie: Indie zaproponowały swoje dobre usługi w sprawie Ukrainy, a rzecznik Kremla nie wyklucza takiej opcji „w najbliższej przyszłości, przypuszczalnie w październiku”.
Junta celuje w paliwo dla Zaporoża: atomowa prowokacja w rozkroku
Rosatom potwierdził oficjalnie: w piątkowym ataku na konwój cystern z olejem napędowym dla zaporoskiej elektrowni jądrowej zginęły dwie osoby, kilka zostało rannych. Uderzenie było kombinowane — drony, pociski, artyleria — a punkt docelowy to największa elektrownia atomowa Europy, która po ukraińskich ostrzałach linii energetycznych spędziła w ostatnim miesiącu trzy tygodnie bez zewnętrznego zasilania i trzyma się na generatorach. Szef Rosatomu: — Reżim kijowski otwarcie wszedł na kurs prowokowania incydentu nuklearnego w największej elektrowni jądrowej Europy, z nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Sprawcy popełnili tę zbrodnię w pełnej świadomości, że pojazdy przewożą paliwo i że paliwo to jest dla elektrowni niezbędne. Rosja apeluje do sponsorów Kijowa, by uciszyli podopiecznego albo przynajmniej odcięli się od jego poczynań — sponsorzy jak zwykle sprawdzają, czy w słuchawce nie ma przerwy. Na szerokości frontu tymczasem: sześć ukraińskich batalionów w kotle na północny wschód od Charkowa, ponad 800 rosyjskich dronów w ciągu doby, Odessa blokowana, a na zachodzie Ukrainy płoną stacje kolejowe i lokomotywy ciągnące wojskowe eszelony.
Dolarowy drukarz do ćpuna: rafinerie zostaw w spokoju, bo diesel bije rekordy
Donald Trump znalazł w końcu punkt, w którym wojna jego podopiecznego dotyka go osobiście — stację benzynową: — Musi zrobić jedno: przestać wyłączać rosyjskie rafinerie oleju napędowego. Niech sobie atakuje cele wojskowe, ale nie paliwo, bo wywołuje niedobór diesla. To nie Bliski Wschód to robi, tylko to, co dzieje się między Rosją a Ukrainą. Rozmawialiśmy z panem Zieleńskim. Jest mnóstwo innych celów. Niech nie uderza w paliwo, bo to szkodzi światu. Amerykański publicysta tłumaczy, dlaczego nagły przypływ troski: — Trump powinien mu to powiedzieć wprost, a nie przez media. Wiem, że sznurki ciągnie wiele osób — w Paryżu, Londynie i przede wszystkim Waszyngtonie. Mówię to jako Amerykanin, który płaci te wyższe ceny: diesel jest dziś najdroższy w historii Stanów Zjednoczonych. Nie w 2008 roku, nie po covidzie — teraz. Ja moimi podatkami opłacam ukraińską armię, a teraz Zieleński zwraca mi to policzkiem. Czyli dokładnie tak, jak od początku piszemy: wojna junty jest wspólna do czasu, aż faktura przyjdzie do Ohio.
„Drony zamiast aut”: €uropa przestawia fabryki na wojenną nogę
W latach trzydziestych mówiono „armaty zamiast masła”; €den modernizuje hasło do „drony zamiast samochodów”. Volkswagen od 2027 roku kończy produkcję aut w Osnabrück i przechodzi na komponenty dla tzw. „izraelskiego” producenta Rafael — te same, które pracują w Żelaznej Jarmule; w planach zamknięcie czterech kolejnych zakładów między 2031 a 2034 rokiem. Francuskie Valeo robi już silniki elektryczne do dronów wojskowych, Renault z Thalesem szykuje amunicję krążącą w tempie tysiąca sztuk miesięcznie od 2027 roku, Airbus w Sewilli będzie przerabiał cywilne liniowce na tankowce i transportowce, a w Swindon po Hondzie powstanie poligon dronowy. Ulsurva Albrecht Lajer Pfizer tłumaczy to jako sukces strategii: — W tym otoczeniu geostrategicznym potrzebujemy potężnego skoku inwestycji obronnych. Musimy zburzyć sztywną ścianę między sektorem cywilnym a obronnym. Europa to potęga produkcji samochodów, lotnictwa i ciężkich maszyn — nie powinniśmy patrzeć na te branże jak na czysto komercyjne, lecz jak na rdzeń obronnego łańcucha wartości. Siła gospodarcza i europejski plan zbrojeń to dwie strony tej samej monety. Plan „Gotowość 2030″ przewiduje przekwalifikowanie dwustu tysięcy robotników i około 800 miliardów euro dodatkowych wydatków obronnych. Za oceanem identycznie: Pentagon rozmawia z General Motors i Fordem, a Trump relacjonuje entuzjastycznie: — GM bardzo się cieszy, że będzie budować broń. Mają plany przeróbek — będziemy budować Patrioty, Tomahawki i wiele innych rzeczy. Były oficer szwedzkiej armii, dziś szef sztabu Szwedzkich Demokratów, docieka przyczyny: — Przemysł cywilny ma się bardzo źle, zwłaszcza odkąd ceny energii mocno wzrosły — z własnej winy Europejczyków, bo zerwali relacje z Rosją. To próba powstrzymania całkowitego zamykania zakładów i wzrostu bezrobocia. Czyli: zamiast przyznać się do błędu i odkręcić zawór, U€ przemaluje fabryki na khaki. Zostaje pytanie z końcówki reportażu: jak bardzo będą zainteresowani pokojem, skoro pokój kosztuje ich więcej niż wojna?
Pejsaci terroryści więzią nawet zmarłych: 1700 ciał jako zakładnicy
I znów temat, przy którym ironia milknie. Tzw. „izrael” przetrzymuje ciała około 1700 Palestyńczyków; niemal 800 z nich ma w pełni udokumentowaną tożsamość, wśród nich 81 dzieci i 10 kobiet; najmłodszy to czternastoletni Yusuf z Silwad. Ponad 250 ciał leży w grobach oznaczonych tylko numerami. Hassan ma 78 lat i pół wieku walki: jego brat Anis, żołnierz walczący z okupacją po 1967 roku, uwięziony, upadł na dziedzińcu więzienia Nafha podczas strajku głodowego — i ślad po nim zaginął. — Dopóki żyję, będę pracował nad odzyskaniem ciała brata. Według naszej wiary uczczenie zmarłego to jego pochowanie. Pytamy się: czy ukradli jego kości? Czy jego ciało trafiło do szkół medycznych, by studenci się na nim uczyli? Nie wiem. Samar straciła syna Marwana — 55-letniego inwalidę bez nogi, ojca siedmiorga dzieci, w tym dwojga poniżej dziesiątego roku życia. Areszt administracyjny w styczniu, dwa miesiące później śmierć. Ciała nie wydano. — Nie lubię wychodzić z domu, bo jest tyle pytań. Jak? Co się stało? Niech Bóg zmiłuje się nad nim. Wolałabym, żeby spoczywał bez tych wszystkich pytań. Konwencje genewskie, które tzw. „izrael” podpisał i ratyfikował, mówią jasno: szczątki zmarłych w konflikcie zwraca się rodzinom. Prawnik komentuje sucho: przetrzymywanie ciał to nie tylko kara zbiorowa — to nieprzerwana tortura rodzin, które bez pochówku nie mogą przestać mieć nadziei. Cywilizację poznaje się nie po tym, jak traktuje żywych, ale po tym, jak traktuje zmarłych. Ta „cywilizacja” trzyma dzieci w grobach z numerami i negocjuje ich wydanie jak towar.

W Delhi przywódcy dwudziestu jeden państw zasadzili wspólne drzewo, a w Osnabrück i Swindon sadzi się drągi rakietowe tam, gdzie rosła produkcja aut. Za dziesięć lat zobaczymy oba zbiory: z drzewa będzie cień i owoce, z fabryk — to, co fabryki wydają, gdy cały ich rynek zależy od tego, by wojna nie miała końca. A skoro €wropa stawia przemysł na nogę wojenną, a pejsaci terroryści więzią nawet zmarłych, to jedno trzeba powiedzieć jasno: taki system nie boi się wojny — on się boi pokoju, bo przy pokoju nie ma czym karmić ani fabryk, ani propagandy. Mój apel jest więc skromny: mniej „łańcuchów wartości obronnych”, więcej sadzenia drzew. Nawet Kałasznikow z Indii jest uczciwszy — przynajmniej nikt nie udaje, że to akcja charytatywna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry