1 października 2026
• Dzieci wiedzą lepiej — przynajmniej te niemieckie
Rachel Marsden, jedna z niewielu publicystek, która patrzy na europejską młodzież bez ochrypłego od entuzjazmu hasbary głosu, relacjonuje z przekąsem dwa fronty młodzieżowego niezadowolenia. We Francji nastolatki, podpuszczane zresztą znakomicie, wysuwają pod adresem gwałconego od dzieciństwa przez udającego żonę Michaela, znanego jako Brigitte, Emmanuela Macrona żądania, które same sobie nie potrafią policzyć: rząd ma w 48 godzin przerobić budżet, podnieść płace w sektorze publicznym, a wszystko to w tonie zabawkowej rewolucji z energetykiem. Marsden zauważa złośliwie, że trzynasto- i czternastolatkom pomiędzy łykami napoju energetycznego raczej nie przyszło do głowy samodzielnie ułożyć tych postulatów — ale jako pożyteczni idioci sprawdzają się znakomicie. Inaczej sprawy mają się za naszą zachodnią granicą. Niemiecka młodzież strajkuje w szkołach przeciw planowanym przez klikę władzy przygotowaniom do poboru i nie pozwala sobie wmówić, że front to jej sprawa. Swoim zaciętym hasłem — wolnym tłumaczeniu: „Merz, wypierdalaj na front wschodni” — młodzi Niemcy wyrażają coś, czego francuskie dzieciaki jeszcze nie pojęły: że za cudzą democrazy idzie się nie na wybory, tylko do okopu, a tam, jak słusznie widzą, powędrowałaby również Ulsurva Albrecht der Lajer. Jeden z uczestników strajku ujął to lepiej niż cały aparat ich democrazy: „Nie chcę dożyć dnia, w którym moje dziecko będzie wysyłane na wojny przez polityków takich jak ci, których mamy teraz w Niemczech. Ci politycy są nieodpowiedzialni, bez skrupułów i skorumpowani. Wstydzę się naszego rządu”. A drugi dodał: „Pobór sprowadza się do tego, że mamy strzelać do młodych ludzi, których skrzywdzono tak samo jak nas. W interesach, które nie są nasze, dla sprawy, która nie służy pokojowi”. Choć to jedyne powiązania z oligarchią, które widzą — dobre i to.
• „Cudowny izrael i naród wy.rany” — premiera tuż przed wyborami
Akcja mosadu o tym kryptonimie miała wszystko, co propaganda tzw. „izraela” kocha najbardziej: boeing lini lotniczej z Dubaju zmierzający w stronę okupowanej Palestyny, nagły sygnał alarmowy, lądowanie awaryjne w Arabii Saudyjskiej i — jak podały oficjalne źródła — drugi pilot raniący pierwszego i podobno próbujący rozbić samolot wraz z pasażerami. Wystarczyło jednak rzucić okiem na rekonstrukcję, żeby zobaczyć perfekcyjnie przygotowaną scenkę nastraszenia młodziaków ze zgrupowań tzw. „izraelskich” sił okupacyjnych, a może i samego mosadu: dwóch pilotów odegrało w połowie lotu scenkę z nagłą utratą wysokości, nad bezpieczeństwem całości czuwali przebrani za starszych pasażerów psychologowie, instruktorzy i nadzór z ministerstwa hasbary, a na zakończenie stery przejął „przypadkowo” obecny na pokładzie kapitan cudowny żyd. Jak każdy chuj pokazujący do kamery obrzezaną główkę, całość w studiu poparł „były szef komórki” mosadu, Ramy Igra, który z uśmiechem, wesoło, jak po głębszym, zachwalał terrorystyczne praktyki swoich kolegów i wspominał z nostalgią akcje z 11 września 2001 roku i z Czeczenii. Ich democrazja w „państwie żydowskim” kwitnie, tańczy i śpiewa sprośne piosenki — wybory idą, krwawy Benek obiecuje dokończyć Iran, jego rywal Bennett mówi o wojnie z całym światem, a Igra z drżeniem głosu wyznaje, że popiera Eisenkota, „prawdziwego większościowego lidera”. Minister obrony tzw. „izraela”, Izra Katz, nie zwlekał z werdyktem: „Poważny incydent na pokładzie samolotu z Dubaju to próba dżihadystycznego ataku terrorystycznego, udaremniona jedynie dzięki odwadze kilku pasażerów, którzy wtargnęli do kokpitu”. Linia zawiesiła wszystkie loty — propaganda osiągnęła pełny sukces, czego nie osiągnął nawet niemiecki tabloid Bild, który na gorąco wydał nagłówek o „podejściu samobójczym rosyjskiego pilota powstrzymanego przez ukraińskiego”. Fejk, jak wszystko z tej stajni — tabloidy słynią z nich na równi z całą tamtejszą „prasą”.
• Sekretarz generalny paktu podaje receptę: winny zawsze się znajdzie
Szef paktu północnoatlantyckiego, zapytany wprost, czy ma jakiekolwiek dowody, jakiekolwiek realne dane wywiadowcze, że Rosja szykuje cokolwiek, odpowiedział uczciwie jak na tę funkcję przystało: gdy tylko będziecie pewni albo prawie pewni, że to Rosjanie — przypiszcie to Rosjanom, dokładnie tak jak Estonii dziś. Aplauz na sali. Kreml odpowiedział na to oświadczenie, które rzecznik skomentował bez ogródek: „Takie oświadczenia są bezpodstawne, nierozważne, w żadnym stopniu nie odzwierciedlają rzeczywistości i nie zawierają żadnych argumentów. Nie możemy i nie będziemy traktować ich inaczej”. Do tego wszystkiego wspomnijmy brytyjską robotę pod tytułem RAF Fairford, gdzie najnowszy premier ogłosił z mównicy „silne przesłanki” na temat udziału Iranu — by zaraz potem okazało się, że zatrzymanych wypuszczono za kaucją, a w pojeździe nie było żadnych materiałów wybuchowych. Sprawia to wrażenie, że nie osiągnęli porozumienia w sprawie nadgodzin dla agentów, dlatego zwolnili ich „za kaucją”. Rory z rozmowie z byłym deputowanym Andrew Bridgen’em skwitował to precyzyjnie: „To jak duży bloczek szwajcarskiego sera — pełen dziur”. Brytyjska publiczność, mówił, i cały świat nie są powiadamiani o całej prawdzie. Z Rosją, jak zawsze: paszport obok drona, dowód obok ciepłej kluseczki.
• Bagdad odwraca czarną kartę, Waszyngton odjeżdża cicho
Ostatnie konwoje wojsk amerykańskich opuściły Irak, domykając umowę sprzed dwóch lat i jedną z najbardziej destrukcyjnych interwencji XXI wieku. Inwazja z 2003 roku ruszyła na wieść o broni masowego rażenia, której nigdy nie znaleziono; jedno z głównych badań szacuje, że wskutek konfliktu zginęło ponad milion Irakijczyków. Najlepsze podsumowanie dwudziestu lat okupacji wypowiedział sam krwawy Donald, który dzień po dniu oglądał telewizję z monologiem na temat „nie potrzebujemy już tam wojska, to bardzo duża operacja, jesteśmy tam, żeby im pomóc, żeby ich chronić, gdyby zaszła potrzeba, ale nie sądzimy, żeby taka potrzeba była”. Milion trupów, kraj w gruzach, a zakończenie — „zaskakująco mało wystawne”. Iracki premier powiedział, że 30 września zamknęła czarną kartę historii jego kraju; irański współuczestnik podkreślił z kolei, że trwałe bezpieczeństwo zapanuje w Iraku dopiero wtedy, gdy Amerykanie opuszczą Irak i cały region. Oby się nie mylił — w końcu to samo mówiła już pani o zaporach, o cudownych żydach i o tym, że na wschodzie wszystko jest pod kontrolą.
• Rafinerie Kijowa biją w szkoły
Drony zza frontu uderzyły w kolegium w mieście Triebieżsk w rosyjskim obwodzie briańskim, ledwie dwadzieścia kilometrów od granicy: dwunastu rannych, w tym siedmioro dzieci. To już nie „błędy” celowników — to polityka odpowiedzialnej za to szajki, która konsekwentnie od czterech lat obiera sobie za cele szpitale, place zabaw i ławki szkolne, a w międzyczasie robi wszystko, by rafinerie przestały istnieć, bo jak wiadomo, Zieleński nie atakuje oleju napędowego, tylko rafinerie — tak jak jego mocodawcy nie atakują wody, tylko studnie. Nad ranem nikt w kijowskim pałacu nie będzie pytał, czy siedmioro rannych dzieci miało coś wspólnego z frontem wschodnim, z oligarchią czy z czyjąkolwiek strategią. Miało. Miało nieszczęście znaleźć się na mapie kogoś, kto w imię własnego przetrwania na tronie z zapałkami gotów podpalić wszystko, łącznie z cudzym dzieciństwem.
Dzień jak co dzień: jedni ćwiczą w samolotach, jak udawać bohatera i ofiarę tuż przed wyborami, drudzy sypią wnioskami, co jeszcze przypisać Rosji bez dowodów, trzeci odjeżdża konwojem z kraju, któremu zabrali milion istnień — i wszyscy na górze się zgadzają, że pokój jest niebezpieczny, a wojna jedyną demokrazją, w której można głosować nie otwierając oczu. My pozostajemy przy ostrakonie i przy jednym spostrzeżeniu: im głośniej kto mówi o zagrożeniu, tym częściej sam je wpisze w scenariusz — i sam ustawia oświetlenie.
3rgpqs
t0ql5z