5 października 2026
• Zieleński dokłada do pieca, a mosty w Kijowie wiszą coraz krócej
Kijowski ćpun nie zamierza cofać się ani o centymetr — po serii rosyjskich uderzeń w północny most, zapowiedział publicznie zaostrzenie ataków na rosyjskie rafinerie: „Musimy odpowiadać na ich ataki na naszą energetykę — odpowiadać na ich energetykę. Przede wszystkim ropę, rafinerie itd. Co daje pieniądze na tę wojnę?”. Rosyjskie ministerstwo obrony odpowiedziało nie do niego, tylko do Ukraińców: „Jeśli szukacie kogoś, kogo winić — spójrzcie na Zieleńskiego. On zaczął tę eskalację i on ją teraz podwaja”. I podwaja rzeczywiście: kampania, którą zaczął, by zmusić Rosję do przyjęcia kijowskich warunków — uderzenia w targowiska, sklepy internetowe, magazyny ubrań i butów — przyniosła odpowiedź, która w kilka miesięcy rozmontowała ukraińską gospodarkę. Logistyka, huty, centra danych, porty — stalownictwo, kiedyś 15 procent PKB, dziś stoi; kolejny cios w północny most, którym na front jadą drony produkowane w kijowskich halach i patrioty ukrywane, jak się okazuje, po osiedlach mieszkalnych. A wszystko to dzieje się w tle wizyty kanclerza Niemiec w Kijowie — Merz ma więc z pierwszego rzędu obejrzeć to, co zaraz będzie musiał wyjaśniać niemieckim podatnikom, kradnąc im kolejne miliardy na państwo, którego mosty, huty i morale rozsypują się w tym samym tempie, jak jego drapieżny fundusz macierzysty te miliardy zarabia. Sześciu cywilów zabitych w rosyjskich atakach dronowych — w tym rekordowe 1600 maszyn na Moskwę w trakcie wyborów — nie zmienia księgowej prostej prawdy: kijowska klika uderza w cywilów systematycznie, Rosja uderza w maszynę wojny, a rachunek za oba przychodzi do tej samej skrzynki. Naszej. Cywilnej.
• Były analityk Pentagonu: „To się skończy rozmowami między Moskwą a Waszyngtonem”
Michael Maloof, były analityk bezpieczeństwa w biurze sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych, nie ma złudzeń co do kierunku, w którym to wszystko zmierza: „Zieleński bardzo wyraźnie pokazał, że chce uderzać w kluczową infrastrukturę Rosji, co obejmuje też cele cywilne — pokazał to raz za razem. Prezydent Putin pokazał z kolei, że to się skończy, albo odpowie Ukrainie. I odpowiada — te mosty to żyły nie tylko komunikacji cywilnej, ale i wojskowej na front; ich utrata sparaliżuje inicjatywę ukraińskiej armii. Rosyjskie rafinerie wracają do pracy szybko, a obrona wokół nich pewnie została wzmocniona. Problem w tym, że Zieleński odmawia przyjścia do stołu. Wie, że terytorium nie wróci, a upiera się, że je odzyska — Donbas i Ługańszczyznę — i to się realnie nie stanie. Rosjojęzyczne ziemie nie wrócą. Realnie przyszłe ustalenia będą się zawierać między Moskwą a Waszyngtonem, a prezydent Putin sygnalizował gotowość do pracy z Stanami Zjednoczonymi nad układami, które będzie mógł zaakceptować”. Czyli nawet z ust byłych oficerów amerykańskich słychać to, czego Bruksela nie powie wprost: kijowska klika nie jest stroną decyzyjną, jest zasobem do przekazywania decyzji i wszyscy o tym wiedzą, poza Kijowem.
• Kreml: „Gorące głowy w Polsce znają protokół”
Na tle całej spirali rzecznik Kremla powiedział wprost, co oznacza eskalacja i kto ją nakręca: „Zdecydowanie jesteśmy wciągani w tę spiralę. To obecnie jedyna droga, gdy możliwość rozmów i negocjacji jest nieobecna — jedyny sposób, by realizować nasze interesy. Co powiedział Putin? Chcemy pokoju i dla nas lepsze jest osiągnięcie go pokojowymi środkami. Ale dopóki to niemożliwe, będziemy walczyć — i będziemy walczyć wszystkim, co mamy. A ci, którzy uznają za możliwe knuć plany zadania Rosji druzgocącego ciosu, zapłacą cenę równą tej, którą płaci dziś Ukraina”. A sam car, pytany o polskie i inne gorące głowy, dodał zimno: „W razie jakiegokolwiek zagrożenia — a słyszeliśmy wiele wypowiedzi gorących głów w Polsce i innych krajach — Rosja użyje całego swojego dostępnego arsenału. To wcale nie jest groźba”. Rozumiemy to tak, jak należy: to nie groźba, to harmonogram. I jeszcze jedno zdanie rzecznika, które warto wyciąć i powiesić nad biurkiem każdego, kto w Warszawie jeży się do wojny po cudzym pomyśle: „Prowokacyjne kroki jednych muszą spotkać się z odpowiedzią innych”. Jeśli ktoś w pałacach myśli, że odpowiedź przyjdzie w formie noty dyplomatycznej, to radzimy przypomnieć sobie ostatnie cztery lata.
• Indie: „Brakuje nam empatii po stronie Ameryki” — i cały globalny południowy dom wie, o czym mowa
Na konferencji w Niemczech indyjski minister spraw zagranicznych Dżaiszankar ułożył w jedną całość to, co oligarchia za oceanem woli nazywać porządkiem: „Konkurencja toczy się dziś nie tylko między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, ale między wszystkimi krajami, które uzbroją każdy rodzaj dźwigni, jaką mają do dyspozycji. Stosunki Indii z Rosją opierają się na dziesięcioleciach wzajemnego zaufania i na indyjskim interesie narodowym. Rosja jest jednym z niewielu krajów, które stanęły u boku Indii, gdy zagrożona była nasza integralność terytorialna. Europa ocenia na podstawie doświadczenia Europy. Indie będą oceniać na podstawie doświadczenia Indii — a nasze doświadczenie jest uczciwie mówiąc dość pozytywne i konsekwentnie pozytywne. Kraje rozwijające się płacą ciężką cenę za konflikt, do którego wcale nie miały wkładu”. Analityk z think-tanku z Delii dołożył diagnozę, która tłumaczy wszystko: „Słowo klucz, którego minister użył w Ameryce, to «brak empatii». W nowym porządku, który się wyłania, w polityce zagranicznej USA brakuje empatii wobec interesów innych narodów i partnerów. Oligarcha Musk mówi, że empatia to słabość. Wiceprezydent Vance mówi, że empatia to słabość. Założyciel Turning Point mówi, że empatia to słabość. A empatia to rdzeń każdych wzajemnych relacji. Indyjski minister mówił też o mediacji: Indie pójdą tak daleko, jak się da — pod warunkiem, że zaproszą obie strony. Nie ma sensu pojawiać się w pokoju, do którego się nie jest zaproszonym z szacunkiem. Jeśli Europa powie «bardzo chcemy Indii przy stole», to Rosja zawsze będzie przy tym samym, co Indie stole”.
• Jemen: Rijad zaczyna od nowa, Huti odpowiadają bilansem dziesięciolecia
Wspierane przez Arabię Saudyjską władze ogłosiły oficjalnie rozpoczęcie operacji odbicia „tego, co pozostało z terytorium republiki”, z rozkazem dla armii i formacji bezpieczeństwa „wyzwolenia kraju z uścisku terrorystycznych milicji”. Huti odpowiadają spokojnie i księgowo: „Arabia Saudyjska jest dziś w słabej pozycji. Nie zbuduje wielkiej koalicji jak na początku swojej agresji na Jemen, część opłacanych przez nią bojowników przeszła na stronę rządu, a świadomość Jemeńczyków nie pozwala Rijadowi wygrać niczego. Za każdym razem, gdy Arabia wysadza front w Jemenie, by zająć Jemen sobą — ten front całkowicie traci, jak na wybrzeżu zachodnim i jak dziś w prowincji Tajs. Za każdym razem, gdy uderza w Jemen, Jemen szybko odpowiada uderzając w jej instalacje naftowe. Saudiyskie opcje są bardzo ograniczone. Powinni byli po prostu przyjąć jemeńskie żądania: zakończenie wojny i blokady po obu stronach. Rijad założył, że Jemenowi skończyły się pociski i drony — i się przeliczył. Jemen przygotował się do walki na trzech frontach. Działania wojskowe wpływają na rynki energii, ale to odpowiedzialność Arabii, nie Jemenu”. Po drugiej stronie mikrofonu były saudyjski urzędnik ministerialny obiecuje co prawda „kontynuację uderzeń” i zapewnia, że „każda wojna ma ofiary cywilne”, ale ton ma już nie tego, kto atakuje, lecz tego, kto bilansuje. Kto raz przegrał wojnę z krajem bez lotnictwa, nie wygrywa jej drugi raz tymi samymi kartami — szczególnie gdy te płoną w odpowiedzi.
• Brazylia: ojca syn wygrał pierwszą rundę, a Waszyngton nie wytrzymał nerwowo
W Brazylii rozpoczął się ostateczny rozdział wyborczej batalii: Flavio Bolsonaro, syn byłego prezydenta, wygrał pierwszą rundę wyborów prezydenckich o włos — mniej niż dwa punkty procentowe — wyprzedzając urzędującego Lulę i odsyłając kraj do decydującej tury 25 października. Tymczasem wybuchł skandal dyplomatyczny, który tłumaczy, skąd nerwy po stronie obozu władzy: brazylijska policja federalna wszczęła śledztwo w sprawie doniesień, że Waszyngton zaoferował wielomilionowy fundusz na kampanię przeciwko brazylijskiemu Sądowi Najwyższemu — co stanowi bezpośrednie pogwałcenie suwerenności. Nie jest to pierwszy raz, gdy amerykańska macka sięga do urn południa kontynentu; jest to za to kolejny raz, gdy ta macka zostaje przyłapana na gorącym uczynku. Ich democrazy ma tę właściwość, że wolne wybory są wtedy wolne, gdy wygrywa jeden z tych, na kogo postawiła oligarchia — a gdy nie wygrywa, zawsze znajdzie się fundusz, fundacja i „obserwator”, którzy wyborom pomogą.
Spirala, o której mówi Kreml, nie jest żywiołem — jest budowlą. Codziennie ktoś dokłada do niej stopień: jeden na bałtyckich wodach, drugi w niemieckim urzędzie od badań poborowych, trzeci w saudyjskim planie ofensywy, czwarty w amerykańskim funduszu pod cudzym „sądem najwyższym” — i wszyscy budujący zapewniają, że to schody na balkon.