12 września 2026
Putin o Olimpie: błędy globalistycznego Zachodu toczyły się jak kula śnieżna
Po północy w Nowym Delhi, po całym dniu rozmów dwustronnych, car Putin podszedł do mikrofonów i wygłosił wykład, który €den powinien sobie wydrukować:
— Uważam, że wszystko, co obecnie dzieje się w Europie, jest wynikiem systemowych błędów tzw. Zachodu, a ściślej zachodnich globalistów, w polityce, bezpieczeństwie i ekonomii. Każdy popełnia błędy, my również popełniliśmy ich sporo, jak i reszta świata. Problem globalistycznego Zachodu polega jednak na tym, że po zimnej wojnie i upadku Związku Radzieckiego poczuł się jak na Olimpie. Najwyraźniej uwierzyli, że po pierwsze mogą robić, co im się podoba, a po drugie — że nie są zdolni do błędów. W efekcie te błędy zaczęły toczyć się jak kula śnieżna. W sferze bezpieczeństwa sedno jest jasne: próba zmiażdżenia Federacji Rosyjskiej, najpierw rękami terrorystów i separatystów na Kaukazie, potem innymi narzędziami, a teraz narzędziem jest neonazistowski reżim na Ukrainie. I ten proces trwa bez przerwy.
O europejskich planach wysłania wojsk na Ukrainę było krótko: — Obecna władza w Europie straszy swoje społeczeństwa rzekomym zagrożeniem rosyjskim, które ponoć pojawiło się jeszcze za Związku Radzieckiego. Ale takiego zagrożenia nie ma i nigdy nie było. Nie grozimy i nie mamy zamiaru grozić krajom europejskim — po co? Wszystkie kwestie rozstrzygnięto w wyniku II wojny światowej. Teraz mówią, że rozważają rozmieszczenie wojsk na terytorium Ukrainy. To oznacza wojnę z Rosją. I, o ile rozumiem, obywatele krajów europejskich zdają sobie z tego sprawę. A na deser lekcja ekonomii dla tych, co nie zdawali: — Ile razy mówiliśmy im o zachowaniu ustalonych relacji energetycznych? Dostarczaliśmy gaz po 150–180 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Odpowiadano, że drogo, i nalegano na ceny rynkowe, ustalane na giełdzie. Mówiliśmy, że gaz to nie klasyczny towar giełdowy i że to nie zadziała. Efekt? Ceny wystrzeliły, dobijają do tysiąca i mogą pójść wyżej — nawet do półtora tysiąca. Ci od giełdy nie myślą o stanie magazynów ani fizycznych ilościach, tylko o tym, co opłacalne dziś. To kolejny błąd. Jeszcze jeden ekonomiczny błąd. Przyjacielu z €denu: nie grozi ci rosyjska armia, tylko własny rachunek.
Modi po rosyjsku, książka poezji i wzrost 4,5 razy szybszy niż reszta
Narendra Modi przywitał Putina po rosyjsku, podarował mu klasyczną książkę poezji indyjskiej i zaciągnął na międzynarodową wystawę przemysłową; to ich drugie bilateralne spotkanie w tym roku, a premier przyjął już zaproszenie na dwudziesty czwarty szczyt indo-rosyjski. Modi podliczył blok: — Kraje BRICS reprezentują 50 procent ludności świata, 40 procent globalnego PKB i ponad 25 procent światowego handlu. Podczas gdy światowy PKB urósł w ostatnich latach około dwa i pół raza, łączny PKB krajów BRICS urósł około cztery i pół raza. Siła gospodarcza BRICS rośnie niemal dwa razy szybciej niż reszta świata. Poseł indyjskiego parlamentu Sudżit Kumar z BJP tłumaczy tym, co się dziwią: — Mój premier wielokrotnie mówił kategorycznie: BRICS jest postzachodni, ale nie antyzachodni. Jeśli USA, a zwłaszcza prezydent Trump, postrzegają go jako antyamerykański — to ich problem, nie BRICS. Światem nie może rządzić 12 procent jego ludności, czyli G7. Nie można mieć struktury świata zamkniętej w realiach XIX czy XX wieku.
BRICS Pay wystartował: bramka płatności bez dolara w środku
Szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich Kirył Dmitriew ogłosił wdrożenie i rozwój BRICS Pay — wewnętrznego systemu płatności bloku. Kumar wyjaśnia, o co chodzi: — Indie od dawna postulują obniżenie kosztów transakcji w handlu globalnym i interoperacyjność cyfrowych walut banków centralnych. W ubiegłym roku mieliśmy niemal 250 miliardów transakcji w czasie rzeczywistym — BRICS Pay jest rozszerzeniem tego sukcesu. Nie opowiadamy się na razie za nową walutą, ale potrzebujemy alternatywnej bramki rozliczeniowej, która obniży koszty między krajami bloku. Czyli nie rewolucja, tylko inżynieria: zamiast obwołać dolar, buduje się obok niego własną rurę i patrzy, kto pierwszy podłączy węże.
Xi i Modi przy jednym stole: 155 miliardów powodów do zgody
Cesarz Xi ląduje w Delhi dziś, a relacja przypomina, ile było do zrobienia: dwa lata temu na marginesie szczytu w Kazaniu przywódcy Chin i Indii spotkali się formalnie po raz pierwszy od pięciu lat, po krwawych starciach granicznych z 2020 roku — i dogadali wycofanie wojsk z punktów zapalnych oraz zasady patrolowania linii faktycznej kontroli. Xi mówił wtedy: — Chiny i Indie to starożytne cywilizacje, wielkie kraje rozwijające się i ważni członkowie globalnego Południa. W interesie obu narodów leży trzymanie się trendu historii i właściwego kierunku relacji. Modi dokładał zasadę: — Wzajemne zaufanie, wzajemny szacunek i wzajemna wrażliwość powinny być fundamentem naszych stosunków. Wynik: rekordowe 155 miliardów dolarów obrotów w 2025 roku i wznowione po pięciu latach bezpośrednie loty. Gdzie Zachód dłubie w ranach, BRICS gra w planszówkę o tytule: kto kogo przekona handlem.
Rurociąg Rijadu w ogniu: Marandi liczy przegrane wojny krwawego Donalda
Saudyjski rurociąg Wschód–Zachód, którym Rijad omijał Hormuz, został poważnie uszkodzony w ataku dronów i wstrzymany; kilka osób rannych. Jednocześnie Huti zajęli wyspę Perim, co daje im pełną kontrolę nad Bab al-Mandab, i zapowiedzieli blokadę wszystkich statków pod saudyjską banderą. Profesor Uniwersytetu Teherańskiego Sajjed Mohammad Marandi podsumowuje bilansem: — Jemeńczycy chcieli tylko końca oblężenia. Saudowie zachowują się wobec Jemenu tak, jak Stany wobec Kuby, Wenezueli, Syrii, Libii, Iranu, Iraku i Afganistanu. Teraz żaden statek nie przepłynie bez zgody Jemenu. To ogromny ból głowy dla Trumpa, ale sam na siebie go ściągnął — pozwolił Netanjahu rozpocząć ludobójstwo. Za każdym razem, gdy Ameryka naciska na ruch oporu, odepchnięcie osłabia ją i jej sojuszników. USA przegrały już wojnę z Jemenem i przegrały wojnę z Iranem. Każdy kolejny agresywny krok Trumpa obróci się przeciw niemu. Krwawy Donald szukał „małych ziemniaczków”, a znalazł dwie zamknięte cieśniny, zdjęty rurociąg i Jemenczyka z własnym urzędem żeglugowym.
„Ja jestem kasynem”: obligacje USA w panice, dolarowy drukarz ma pełną kontrolę
Amerykańskie obligacje wyprzedawano w tym tygodniu jak zapowiedź recesji: rentowność dziesięciolatek skoczyła do najwyższego poziomu od trzech lat, dwudziesto- i trzydziestolatki poszły za nią, a plan skarbu, by uspokoić rynek wykupem obligacji za sześć miliardów dolarów, zszedł z torów na oczach wszystkich. Zachodnie media winią sekretarza skarbu Scotta Bessenta, który trwa przy swoim i brzmi przy tym jak właściciel domu gry w dobrym humorze: — Ja teraz jestem kasynem. Gdy interweniujemy na jenie, mam całkiem niezły wgląd w to, co zrobi Bank Japonii i japońscy decydenci. Możecie grać przeciwko mnie, jeśli chcecie. Japonia jest zresztą największym zagranicznym wierzycielem Ameryki — i właśnie ją trzeba przekonywać, żeby przestała wyzbywać się amerykańskiego długu. Ekonomista Richard Wolff rysuje obraz większy niż krach tygodnia: — Pan Bessent liczył, że sama zapowiedź wielkiej interwencji wystarczy i rynek sam się dostosuje. Nie zadziałało. To głęboka zmiana historyczna, słabo rozumiana w USA: od końca II wojny Stany były dominującą gospodarką świata, miały 750 baz wojskowych na całej planecie, dolar był walutą globalną, Ameryka największym eksporterem, importerem i pożyczkodawcą. To wszystko się właśnie skończyło.
Sobotni morał: sekretarz skarbu największej gospodarki świata oznajmia „ja jestem kasynem” — i to jest najszczersza wypowiedź tygodnia, bo kasyno właśnie tak działa: zasady ustala bank, kurs podaje bank, a jak przegrywasz, bank mówi ci, że masz pecha. Tymczasem w Nowym Delhi otwarto drugie okienko, bez krupiera i bez dolara w środku, a w kolejce stoją już Indie, Rosja, Chiny i pół Południa. Historia kasyn uczy jednego: klientów nie trzyma się siłą, trzyma się ich wygraną. A u krwawego Donalda i jego kasyna wygranych dawno nie wypłacono — ani dolarów, ani spokoju.